Lubię, kiedy pada deszcz. Lubię deszczowe noce na przystanku. Czytać książkę i nie czekać na autobus, chociaż będzie przyjeżdżał co godzinę. Pozwalać się krzywdzić i wykorzystywać nie dostając nic w zamian – to moja definicja miłości idealnej. Brawo. Jesteś już tak chora i tak bardzo nienawidzisz siebie. Właśnie nie jestem głupia, ślepa ani naiwna. Ja to wszystko widzę i wiem. Ale mimo wszystko. Bo mi zależy. Pójdę do nieba może za dobre uczynki. Chociaż jeżeli grzech popełniony pod wpływem choroby się nie liczy, to dobry uczynek chyba też nie. Potrzebuję z kimś porozmawiać. Ale boję się, że usłyszę od kolejnej osoby to samo. Cały świat nie może się mylić, prawda mamo? Nie licz na nic przecież jest napisane na mieście.

Never


skomentuj || strona główna.


Zamknęli mi na sierpień biblioteki. Wszystkie te, w których mogłam pożyczyć coś poza tanimi romansidłami i kryminałami. Przynajmniej mam teraz pretekst, żeby wciąż nic nie robić. Przynajmniej w kwestiach naukowych. Chociaż w kwestiach życiowych też nic nie robię, tylko czekam, co przyniesie przyszłość, co kryje prawda i kto miał rację. Nie ma się co bać. To tylko moje, marne i przegrane, życie. Przepraszam za piątek, za te stany nietrzeźwości. I za brzuch. Za wszystkie bełkoty telefoniczne. Za to, co zrobiłam i za to, co zrobię. Bez sensu. Po prostu nie rób. Nie przepraszaj za bycie chujem. Po prostu nie bądź. Przestań chlać, wróć do szkoły, zdobądź zawód, te pierdoły. Stare czasy wystawiania łapek do lustra podczas życia kurewskiego. Tak było. Wcale mnie nie cieszy powrót słonecznej pogody. W ogóle. Ojciec mi grozi, że umrze, bo się mną martwi. To ja im dopiero zrobię niespodziankę, jak umrę pierwsza. Czasami potrafię niemalże nienawidzić kogoś za to, że się o mnie martwi. Za to, że mąci mój spokój pogrążania się. Nie zakłócać mu lotu w dół. Chociaż tyle mi się należy. Względny spokój bez szarpania sumienia. Należy mi się.

Never


skomentuj || strona główna.


Obrazki. Piksele układające się w jakąś treść o umownym znaczeniu. Wzorki, kreski tworzące coś nazwane literami, których ciągi mają sens. Dźwięki towarzyszące w każdym momencie, symbolizujące uczucia, odczucia myśli. Słowa wyrażające myśli. Niby głębokie. A jednak takie puste. Skanowanie wzrokiem tekstu pisanego w poszukiwaniu słów, które przyciągnęłyby chociaż na chwilę moją uwagę. Bezmyślne oglądanie gifów i jotpegów, z którego nic nie wynika. Nawet nie rozrywka, bo tylko oczy się męczą, a umysł wkurwia, że to wciąż nie jest to wielkie, poszukiwane, mistyczne TO. Muzyka bombardujące moje bębenki słuchowe. Nawet nie wiem, kiedy uleciało z niej przesłanie, o walorach artystycznych nie wspominając. Bezmyślne klikanie. Bezmyślnie przemierzanie metry i kilometry. Bezmyślnie wyrzucane z siebie słowa. Tak dużo tego wszystkiego. Tyle kolorów. Tyle butów. Tyle autobusów. Tyle miejsc. Tyle słów. Tyle możliwości. Więc czemu od kilku godzin siedzisz w jednej pozycji? Czemu od kilku dni nie ruszasz się dalej niż sto metrów? Czemu od kilku lat robisz nic? Czemu od tygodnia jesz te same produkty? Czemu? Czemu? Czemu? Nie odpowiadaj.

Never


skomentuj || strona główna.


Bardzo mi doskwiera, że nie mogę pozwolić sobie na luksus pogrążenia się we własnym szaleństwie.

Never


skomentuj || strona główna.


Tęsknię za czymś, czego nigdy nie poznałam. Chcemy być zbyt sprytni. Przechytrzyć los, siebie i prawa natury. Podczas gdy cały jesteśmy w dupie, bo tam nam ciepło. Gorąca wiara przeplata się z poczuciem totalnej rezygnacji i beznadziei. Kilka razy dziennie zadaję sobie fundamentalne pytania odnośnie siebie, swoich uczuć, potrzeb, marzeń, planów, niepokojów. I za każdym razem inaczej na nie odpowiadam.

Never


skomentuj || strona główna.


Są dni, kiedy każdy najmniejszy drobiazg ma ogromne znaczenie. I są też dni, kiedy wszystko jest kompletnie bez znaczenia i bez różnicy. A najsmutniej mi wtedy, kiedy wspominam najpiękniejsze chwile. I kiedy siedzimy na ławce w nocy z toksyczną i jedyną miłością mojego życia i patrzymy w gwiazdy. Wszystko się kiedyś skończy, odejdzie, rozpierdoli z hukiem pozostawiając niesmak. To taka wspaniała impreza. Jest świetne jedzenie i wykwintny alkohol. Wszystko za darmo. W miłej atmosferze. A nazajutrz tylko ból głowy, żołądka, kac i rzygi od rana. To jest ten niesmak, chociaż można by wspominać delikatną nutę smakową polędwiczki w sosie oraz orzeźwiający aromat wina. Ale jakoś się nie da, bo człowieka aż mdli na samą myśl oprócz tego, że mdli już bez myślenia. Bo trzeba było zachować umiar. Ale jak tu zachować umiar? Alkohol, jedzenie i miłość nie smakują z umiarem. Trzeba się oddać całkowicie by poczuć pełnię. I odcierpieć swoje. I pewnie nawet nie warto. I chuj. Najbardziej się boję, że przytyję wszystko to, co schudłam. Dlatego nie chudnę. I boję się, że popełniam największy błąd swojego życia. Że znowu angażuję się w nie to, co trzeba. Że znowu wkładam serce i duszę w coś, co mnie zniszczy. Taka podświadoma autodestrukcja. Właściwie ja się tego nie boję. Moja matka się boi. Bo jej zależy. A ja jestem królową zniszczenia. Bałam się, że on rozbije sobie głowę o serce z betonu. Tymczasem to serce z betonu zostało kilkukrotnie narażone na szok termiczny. I nawet nie ma tego za złe. Nie wiem, co czuję. Wiem, że czuję to bardzo mocno. Na tyle mocno, że myślę o tym, nawet kiedy akurat nie czuję. I zdecydowanie bardziej wolę czuć nawet, jeżeli płaczę i walę głową w betonowe schody. Bo przynajmniej znam powód. A cierpienie bez przyczyny wywołuje we mnie ogromne wyrzuty sumienia i poczucie winy. Podobnie jak szczęście, jeżeli nie jest z właściwego powodu. W ogóle jestem jednym wielki chodzącym wyrzutem sumienia. Swoim własnym na dodatek. Nie radzę sobie z tym, co mam w głowie. I w żołądku. Więc jak niby miałabym poradzić sobie z wyzwaniami świata zewnętrznego? Boję się, że kiedyś pod wpływem powiem coś, czego nie myślę. A jeszcze bardziej boję się, że powiem to, co myślę. Czasem myślę coś, czego nie czuję i z czym się nie zgadzam. Po prostu myślę rzeczy, które nie są prawdą. Problem się robi, kiedy zaczynam je mówić. Żeby tak zawsze mieć zamknięte usta. Jak zwykle radość ze szczęścia tłumią nie wyrzuty sumienia, ale strach przed utratą. Bo wciąż myślę, że łatwiej nigdy nie mieć niż stracić. Nie lepiej, ale łatwiej. Moje życie zawsze było bardziej łatwe niż lepsze. Może czas na zmianę. Na pewno. I na tym wniosku zapewne się zakończy. Nic dalej. Życie, życie.

Never


skomentuj || strona główna.


Twoje łzy są magiczne. Ilekroć będziesz płakać pomyśl życzenie, a na pewno się spełni.

Chciałabym się odkochać. Nie tak całkiem. Tylko trochę. Powiedzmy, że chciałabym kochać o 35% mniej. Bo na chwilę obecną to spalam się i przegrzewam w tej miłości, co na dłuższą metę nigdy nikomu na dobre nie wychodzi. Tak naprawdę rzecz w tym, że nienawidzę gorąca. Błogosławiłam deszczowe i chłodne tygodnie tego lata. Niestety obecnie się skończyły. Przynajmniej na mojej wsi słońce napierdala po oknach od rana i się człowiek poci jak świnia. A wracając do miłości wciąż uważam, że nie da się kochać mniej lub bardziej ani trochę. Albo się kocha albo nie. W takim razie może chciałabym tę swoją miłość przeżywać i okazywać 35% mniej intensywnie. Tak, wiem. Trzeba przeczekać. Po trzech latach na pewno już nie będzie tak bardzo, o ile będzie w ogóle. Więc teraz powinnam się po prostu cieszyć. Słyszysz? Ciesz się Aniu. Słuchaj piosenek o miłości, maluj serca ketchupem na kanapce i noś jego koszule. Póki jeszcze możesz, póki jeszcze chcesz. Póki jeszcze czujesz cokolwiek.


Never


skomentuj || strona główna.


Jest dobrze. Bardzo. Dzisiaj to nawet uśmiech mam szerszy, niż biodra.

Never


skomentuj || strona główna.


Bardzo wczesne rano, późny wieczór i noc to najlepszy czas, żeby opuścić swoje cztery ściany. I tak nie mogę spać, a wychodzenie z domu o 5 rano jest najlepszą i najrozsądniejszą rzeczą, jaką mogę zrobić. Lubię jeść pasztet bez chleba, sos bez makaronu, majonez bez sałatki, musztardę bez parówki, wszystko bez sztućców. I huśtać się na placu zabaw w środku nocy. Skoro tyle naiwnych próśb nam się spełnia i niespotykanych rzeczy przytrafia to jedna więcej nie zrobi chyba losowi różnicy.

Never


skomentuj || strona główna.


Bardziej żyję cudzym życiem, niż swoim. I to nie byłaby taka zła opcja. Gdyby znalazł się ktoś, kto pożyłby moim. Niestety na chwilę obecną zostało ono puszczone samopas. No patrz: wcale nie jestem aż taką egoistką. A może po prostu wolę się pobawić czymś życiem, bo to nie ja poniosę jego konsekwencje? Bo za złe decyzje na swój temat sama musiałabym płacić. Kto jeszcze pozwoli mi pograć swoimi pionkami? Naprawdę jestem dobrym zawodnikiem. Ale za bardzo się boję, żeby wygrać życie. Mogę wygrać twoje. I naprawdę nie chcę nic w zamian. Mam wszystko, a nawet więcej.

Never


skomentuj || strona główna.


Są takie momenty, kiedy żałuję, że kocham. Toksyczna miłość jej wersja i jego wersja. Tak właśnie.

Z jednej strony boję się, że żyję złudzeniami. Jestem ślepa, głupia, naiwna. Że czekam na coś, co nie ma prawa się zdarzyć. I wszyscy to widzą i wiedzą. Oprócz mnie.
A z drugiej strony, skoro ta nadzieja trzyma mnie przy życiu, dodaje sił i motywacji, pozwala czasami budzić się i zasypiać z uśmiechem na ustach, to co w tym złego, że to złudzenie. Co z tego, że to się nie zdarzy? Ja cierpliwie czekam, a nadzieja czyni to czekanie znośnym.
I czuję się dobrze, bo wierzę. I chcę wierzyć, jak najdłużej. Najlepiej do końca. Nigdy nie miałam takich aspiracji, żeby poznać prawdę. Raczej wolałabym być szczęśliwa za cenę nieświadomości. To niska cena. O ile w ogóle. Nieświadomość to błogosławieństwo. Problem się zaczynam tam, gdzie zaczyna się prawda. Nie żeby prawda sama w sobie była czymś złym. Moja prawda jest nie fajna. Łatwiej mi jej nie znać, niż zmienić.


Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u