Czy tylko w Polsce Święto Pracy jest wolne od pracy?

Never


skomentuj || strona główna.


Twoja twarz się ciebie wstydzi Aniu. A mogłaś być najpiękniejszą dziewczyną o najsmutniejszych oczach.


Nawet jeśli czasem
to co widzisz cię przytłacza,
miej pretensje o zasady
nie obwiniaj za nie gracza.
*

Never


skomentuj || strona główna.


- Piotrek kiedyś nazywał mnie, swoją ulubioną fanką Peji...
- I co się z nim stało?
- Z Piotrkiem? Nic. Po prostu zadał o jedno pytanie za dużo.


Rychu Peja Solufka.

Rychu Peja Żarufka

Rychu Peja Grochufka

Rychu Peja Paruwka

Beka, co?



Never


skomentuj || strona główna.


To jest niesamowite, proszę państwa, jak niektórzy łatwo ulegają złudzeniom. Wydaje im się, że można tak szybko, bez wysiłku i na skróty. Ale tak się nie da proszę państwa. To jest droga do nikąd. Pamiętajcie o tym. Nigdy nie ulegajcie złudzeniom.


Prawie codzienne wizyty w aptekach. Dużo, dużo gumy do żucia. (Bo do domu daleko. Bo niesmak pozostał. Bo to czysta przyjemność) Mc Robak. 100 pompek dziennie.


Zaraz wracam. Wieszam firanki.

Złe miejsca przyciągają złych ludzi.

To nie jest dobry dom. (...) Dużo zła. Dużo złych myśli i złych czynów. pełno tego w tym domu. Ściany przesiąkły złem, nie można go z nich wydobyć, wyczyścić. Unosi się w powietrzu. Zawsze wiedziałam, że zdarzy się tu coś strasznego.

Never


skomentuj || strona główna.


To jest patent jego matki to czerwone masło. Jest zajebiste. To jest jej tajemnica. Ale naprawdę jest zajebiste. Można je jeść z samym chlebem. Nawet bez chleba. I jest zajebiste. Pewnie ono jest robione z jakiś pomidorów. Albo papryki. Ja wiem, że masło zazwyczaj się robi ze śmietany tudzież mleka. Ale to jego matki to jest czerwone masło. Mówię ci, jest zajebiste.

Wtedy, w czwartkowy wieczór, kiedy byłam świadkiem rozmowy o czerwonym maśle rozbawiła mnie ona niesamowicie. Krztusząc się ze śmiechu spojrzałam na koleżankę siedzącą obok mnie w tramwaju. A ona nic. Nawet się nie uśmiechała. I wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy to z nią jest coś nie tak, czy może ze mną. Teraz oczywiście czerwone masło również by mnie nie bawiło. Na trzeźwo nic mnie nie bawi. Ale wtedy było wtedy.



W ramach nie pozwalania, aby dieta zniszczyła mi życie towarzyskie wybrałam się w czwartek na grilla na miasteczko. Naprawdę niemalże siłą zmusiłam samą siebie, żeby wyjść z domu. Ale o aspołeczności za chwilę. Teraz o grillu. Przyszłam wypiłam swoje dwa najmocniejsze piwa, jakie były w sklepie. I na tym miałam poprzestać w kwestii spożywania. Nie poprzestałam. Ukradłam tzn. poczęstowałam się czyimś piwem i paluszkami, i chipsami, i wafelkami, a Ania odstąpiła mi pół swojej kiełbaski. A ja w ramach wdzięczności nakapałam jej ketchupem na spodnie. Niechcący oczywiście, chociaż to była zemsta za to, że wcześniej oblała mi spodnie piwem. Też niechcący. Następnie również zapewne niechcący jakieś dziewczyny oblały mi spodnie, nie wiem czym. Ale Iwona miała gorzej. Mnie przynajmniej nikt nie siadł tyłkiem na głowie. Dużo było dymu. Dużo alkoholu. Dużo ludzi rzygało na trawnik, ale tym razem nie było mnie w tej zacnej grupie. Tak naprawdę nigdy nie rzygałam na trawnik. Raz na klawiaturę, ale to były czasy gimnazjum. [A później się dziwię i wkurzam, że ludzie szukają na tym blogu, czegoś na temat rzygania. A tutaj przecież w kółko się o tym pisze. I ja nic na to nie poradzę. To już chyba taki sam element życia, jak sen.]

Droga powrotna była przełomowym momentem w moim życiu. Nie, wcale nie. A chciałabym. A było tak, że ruszyłam nocą przed siebie nie bardzo wiem, w jakim celu. Zapewne, żeby znaleźć przystanek z którego odjeżdżają nocne autobusy. Nie znalazłam. Co więcej trochę się zgubiłam. Nie byłam bardzo pijana, ale wystarczająco, żeby się tym nie martwić. I wtedy jakiś facet się zatrzymał i spytał mnie o drogę. No cóż, sama nie wiedziałam gdzie jestem, więc tym bardziej nie wiedziałam, jak dotrzeć tam, gdzie on chciał być. Nazywał się Mariusz i prawie uratował mi życie (a przynajmniej kilka godzin z życia, których nie musiałam spędzić błądząc po Krakowie). Odwiózł do domu, bliżej nawet niż 159, prosto pod klatkę. Żeby było zabawnie lepiej ode mnie wiedział gdzie mieszkam, a przynajmniej jak tam dotrzeć. Bardzo sympatyczny był naprawdę. Szkoda tylko, że mieszka w Rzeszowie. Naprawdę wyszłabym za niego za mąż. Takiego faceta mi trzeba. I już nigdy go nie zobaczę. Nawet numerów rejestracyjnych zapomniałam zapamiętać, o zapisaniu nie wspominając. Już nigdy go nie zobaczę. Nawet nie chciał mi dać numeru telefonu. Wziął co prawda mój, ale i tak nie zadzwoni. Bo niby po co. A na domiar złego zgubiłam gdzieś kolczyka. Mam nadzieję, że w jego samochodzie. Nawet jak mi go nie odda, to przynajmniej jak go znajdzie to sobie na sekundę o mnie przypomni. Albo i nie.


A o aspołeczności to nawet Tomkowi maila napisałam. (…) Pytasz się, czemu zrobiłam się aspołeczna. No cóż, aspołeczna to ja zawsze byłam, jedynie sprawiałam pozory innej. I nadal będę sprawiać, tylko czasami po prostu nie mam siły. A po co pozory? No cóż, aspołeczność to dobra postawa tylko dla kogoś mądrego i obdarzonego dużą pewnością siebie. Inaczej ciężko się żyje będąc aspołecznym. Właściwie nie da się wtedy żyć. Znaczy i tak moje życie to jakaś cholerna pomyłka, żart pijanego koordynatora świata (…). Chowam się przed światem, bo się go boję (?). Rozmawiając z Mariuszem doszliśmy do wniosku, że ja się siebie boję. Chyba boję się siebie wśród innych. Bo cóż złego mogę sama ze sobą zrobić?


Never


skomentuj || strona główna.


Mężczyźni mają dziwne pojęcie rozmowy. Takie bardziej na gesty, niż na słowa. Ale czasami można z nimi pogadać. O wszystkim. Czasami.



- Tego pomidora trzeba wyrzucić.
- No to wyrzuć.
- On tam już tyle leży.
- No to wyrzuć.
- I tyle leży, a jeszcze się nie zepsuł.
- No to tym bardziej go wyrzuć.


- Idziesz do tego kibla?
- Ale przecież zajęte. Ktoś tam jest.
- No to co? Tam się przecież nie da zamknąć. Możesz wejść.


- Co ty robisz?
- Chcę iść do toalety.
- To idź. Jest wolna.
- Ale ja muszę jeszcze tam dojść i potrzebuję wolnego korytarza.


- Ja często chodzę do biblioteki. Na przykład do Jagiellonki.
- O! To ambitnie. A czego najczęściej tam szukasz?
- Najczęściej to męża. Ci ochroniarze są urzeczywistnieniem moich marzeń. Przypakowani, silni, ale inteligentni i z klasą. A poza tym chodzę do Biblioteki Jagiellońskiej, żeby skorzystać z darmowej i czystej toalety, kiedy jestem na mieście.


- Teraz to nie wiem, ale jakbyś weszła i od razu rozłożyła nogi to bym cię wyrzucił.
- Nie wyrzuciłbyś.
- A skąd wiesz?
- Wiem. Nie wyrzuciłbyś.
- No rzeczywiście może bym nie wyrzucił. Masz coś w sobie.


- Ej, no umów się ze mną. Nic ci nie zrobię. Nie bój się.
- Ja się niczego nie boję.
- Niczego?
- No dobra, nikogo.
- Nikogo?
- No dobra, siebie się boję.


- Palisz papierosy? Albo coś innego?
- Żadnych papierosów. Palę tylko mosty za sobą.


- I po co ta ironia?
- A o co te pretensje?
- Jakie pretensje? To nie są żadne pretensje.
- Więc co?
- Ironia.


(…) jednak jesteś mi w jakiś sposób bliska… I taka pozostaniesz, nawet jak będziesz robić największe głupoty na świecie i to ciągle. Więc… może to zabrzmi trochę głupio, ale jeśli nie masz innych powodów do życia, to żyj dla mnie.


- A ty się nie boisz?
- No, boję się. Mówiłem ci, co przez to spotkało mojego ojca.
- Ale jednak dalej to robisz?
- Tak. I nie żałuję. Nigdy nie chciałem przestać.



Never


skomentuj || strona główna.


Coś bezbarwnego, pewnego siebie, sprzedającego po wielokroć własną maskę. Coś tak przepełnionego wściekłością i pogardą dla ludzkości, takim głodem, że może się wykarmić już tylko własnym mięsem. Jest jak pasażer samolotu pełnego chorych ludzi, którzy rozbijają się wysoko w górach – ci którzy przeżyli katastrofę nie dowierzają jakości cudzych organów, więc jedzą własne ręce.


Dzisiaj masz bułkę z dżemem, przetarte trampki i mieszkasz w bloku. Jutro możesz jeść kawior, mieć buty z Paryża i mieszkać w willi.

Śmierć pisze po ścianie, gasi świece i depcze wartości.

Końca nie ma tylko to, co nie ma początku.



Ile kosztuje ostatnie kłamstwo?
Dla czego żyjesz?
Za co umrzesz?


Znikający punkt nie poddaje się bez walki.



- Nie nosisz żałoby – zauważył nagle.
- Nie – stwierdziła. – W mojej rodzinie od pokoleń śmierć mężczyzny była uznawana za powód do… no cóż, powód do świętowania. Świętuję, bo mój ojciec wypełnił swój obowiązek wobec tego świata i teraz spoczywa w spokoju.
- Ty świętujesz? – spytał Gene.
Lorie uniosła głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy.
- Tak to się zwykło robić wśród nas. Takie mamy zasady. Zawsze takie mieliśmy. (…)
- Lorie, nie chcę być wścibski, lecz nigdy przedtem nie spotkałem rodziny, która świętowałaby śmierć.
Odwróciła się.
- Nie powinnam była o tym wspominać. Wiem, że niektórych ludzi to szokuje. Czujemy po prostu, że gdy ktoś umiera, to kończy swą pracę i to jest powodem do radości – odparła.


(Graham Masterton – Sfinks)



Ludzie mówią mi coś o życiowej drodze
Jakby mieli GPS albo atlas w głowie.
(…)
Tamtą miłość mam w dupie, a nie w sercu.
Moja nowa miłość słodko szeleści w portfelu.
(…)
Nadal jesteś kumplem,
Choć zamiast twojej przyjaźni wolę twoją gotówkę.
*


Jak nie rozumiesz, to wpisz sobie w google „mózg”.

Never


skomentuj || strona główna.


Wieczór. Mieszkanie w jednym z Krakowskich bloków. Matka wchodzi do pokoju córki i znajduje na stole stos książek m.in. na temat autoagresji, schizofrenii, nerwicy i różnych innych zaburzeń psychicznych.


Matka: Aniu, poczekaj chwileczkę. Porozmawiajmy.
Córka: A o co chodzi?
Matka: Jeżeli masz jakiś problem… Bo te książki i w ogóle… Jestem twoją matką, mnie możesz powiedzieć. Kto jak nie matka ci pomoże? Co się dzieje dziecko?
Córka: A bo widzisz mamo ja po prostu już sram tym wszystkim!
Matka: … ?
Córka: No to znaczy nie będę siedzieć w żadnych archiwach czy innych mysich klitkach! Nie chcę podzielić losu tej twojej koleżanki, tej Irenki, co pracuje tam w tej piwnicy, co ją na bibliotekę przerobili, gdzie pleśń i grzyb rośnie i co ich na wiosnę zalewa do kostek!
Matka: Ale…
Córka: I nie będę na pewno użerać się żadnymi komputerami, z żadnymi cholernymi systemami, nie będę zbierać ani porządkować danych. I na pewno nie będę tym wszystkim zarozumiałym pisarzynom od siedmiu boleści stawiać kreseczek nad c lub o.
Matka: Ale o czym ty mówisz dziecko drogie?! Dobrze się czujesz? Te książki…
Córka: A bo ja będę składać papiery na psychologię. Skoro i tak mam nie mieć pracy lub nie pracować w zawodzie, to przynajmniej postudiuję sobie to, co mnie względnie interesuje.
Matka: Myślałam, że nie przechodzisz trudny okres w życiu, że potrzebujesz pomocy psychologa… Ale widzę, że jest gorzej. Potrzebujesz pomocy stolarza, żeby ci młotkiem wybił z głowy takie pomysły. Przecież ty z takimi wynikami maturalnymi nie dostaniesz się nawet na zaoczną psychologię na KSW!


Never


skomentuj || strona główna.


Zbezcześciłam swoje własne, osobiste święto (15 maja). Jedyne, do czego miałam jeszcze jakiś tam szacunek. Teraz już wszystko jest nieważne. Wciąż nie mam pracy. Wciąż przepuszczam fortunę w aptekach. I nawet nie dostałam legitymacji lekomana (znaczy się karty stałego klienta). Kolejne najdłuższe 6 godzin w moim życiu powoli przechodzi w 9, później 12, żeby w końcu trwać w nieskończoność. I znowu oszukuję, bawię się w boga i ulegam złudzeniom. To ja jestem tą dziewczyną od czerwonej bluzki. I od obcasów, które klinują mi się w zabytkowym krakowskim podłożu. Ja jestem tą od czajniczka. I to mnie było krzywo. Ja miałam fioletowe adidasy. I to moim hobby były prawilne rozkminki.

I po co mordę cieszysz? On już się nie odezwie. On już po tych kilku godzinach, wie o tobie wszystko, co chciałabyś ukryć przed światem. On w myślach już wysyła cię do więzienia, szpitala i na wieczne potępienie. I do podstawówki też. Znowu nie umiałaś trzymać języka za zębami. I po co? Nawet nie wiesz po co. Żeby go odstraszyć? Żeby uniknąć jakichkolwiek nieporozumień? Żeby go złapać na litość? Nawet nie wiesz. Znasz potencjalne motywy, tylko nie wiesz, który ciebie dotyczy. Przyszła niedoszła pani psycholog.

A może i tak było warto. Spacer po mieście. Później kilka miłych chwil przy piwie. Pierwszy facet od dawna, który nie pchał się do całowania na pierwszym spotkaniu. Pierwszy w ogóle, który odprowadził mnie do domu, chociaż mieszkamy na przeciwnych krańcach Krakowa. I chociaż musiał wracać na nogach, bo dzienna komunikacja już przestała jeździć, a nocna jeszcze nie zaczęła. Na dodatek był sympatyczny, miły, nie przynudzał, nie był debilem. Trochę mi wchodził w słowo i vice versa, ale to da się zsynchronizować. Za dużo tych pierwszych-ostatnich spotkań w moim życiu.


Never


skomentuj || strona główna.


Odezwał się jeszcze. Spotkaliśmy się jeszcze. Dzwoni co najmniej raz dziennie. Myślałam, że on mnie skreślił. Tymczasem to chyba ja go skreślę (i poczekam aż odezwie się do mnie ten koleś z Rzeszowa, po czym i jego skreślę). Tylko dlatego, że on tego nie zrobił. I może jeszcze za to o jedno słowo za dużo. To cholerne słowo na k i nie chodzi tu o kurwę. Ja niby taka twarda, odporna i hardkorowa jestem, a wystarczy jedno nieodpowiednie słowo, żebym uciekała w popłochu. Moja wolność, niezależność, prywatność i swoboda poczuły się zagrożone. I właściwie on wcale nie jest aż tak inteligentny i ciekawy, jak myślałam. Jest dokładnie taki sam jak wszyscy inni. Może tylko trochę mniej to okazuje. Nawet matka się mnie spytała, czy ja chcę tego chłopaka odstraszyć, że go zapraszam do pokoju, gdzie po podłodze walają się ubrania, buty, papiery, wszystko. Powiedziałam, że nie. A jemu opowiedziałam o wszystkim, czego się wstydzę i czego nie powinnam mówić. I jak się tak zastanowiłam, to chyba jednak chcę go odstraszyć. Tylko nie do końca jestem pewna dlaczego.


Dobrze, że mam Tomka. Ja właściwie wierzę, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. My po prostu jesteśmy wyjątkiem od reguły. Chociaż z drugiej strony łatwiej jest mi uwierzyć w przyjaźń damsko-męską niż w damsko-damską. A w miłość to już nie wierzę w ogóle. Po co mi facet? Każdy jest zły. Bo nie ma ludzi do wszystkiego. Albo ciało albo dusza. Wybieraj. A ja? Chyba jednak wbrew pozorom bardziej dusza, niż ciało. Bo z ciałem to ściema i imitacja. Ale jakoś nikomu nie przeszkadza, że jestem dmuchaną lalką z sex shopu. Nikt nawet nie chce, żebym była czymś więcej. Dobrze, że mam Tomka. Nie musicie wierzyć. My jesteśmy z innego świata. Dlatego tutaj nie umiemy żyć. Ale przynajmniej mamy siebie.


Never


skomentuj || strona główna.


W końcu i tak nastąpi próba czasu, której większość nie wytrzyma. Bo okaże się, że poza modą, pięknem i młodością, które przemijają, nic więcej nie reprezentuje. I ten cały piękny, fascynujący światek tworzony z taką miłością i bez większego wysiłku rozsypie się jak domek z kart. Uczynić życie aktem autodestrukcji, bo wszystko jest bez sensu? Ironia też jest bez sensu, bo wszystko można wykpić, ale nic z tego nie wynika. Świadomie wybrać sobie rolę pół-kloszarda, lub dołożyć do niej twarz artysty. Człowiek pozbawiony tożsamości jest wszystkim i nikim jednocześnie. Podróż do piekła to podróż do własnej podświadomości.

To, co nam się podoba z daleka przy bliższym poznaniu okazuje się straszne i przerażające. I wcale nie piękne, kiedy zdamy sobie sprawę, czym to jest i w jaki sposób, jakimi środkami powstało. A mnie jest za ciasno w tym gorsecie estetycznym. Wcale mi nie chodzi o piękno, dobro ani prawdę służącą moralności. Chcę wyrazić siebie bez granic. Płacąc całą sobą. Nie ma drogi na skróty.

Siłę trzeba sobie wypracować codzienną walką ze słabościami i niedoskonałościami. Hartowanie ducha i ciała jako zmierzanie do antycznego ideału kalos kagathos. Siła nie mści się na słabości. Nie ucieka do przemocy. Siła jest hamulcem. Bóg zwycięzców i bóg przegranych. A silni nie potrzebują boga. Ale nie wstydzą się przyznać, że go potrzebują. Wewnętrzna praca nad sobą ustawia człowieka do pewnego moralnego pionu. Jeśli chcesz być człowiekiem nie masz wyboru.

Rosyjski chłop, jak nie rozumie jakiejś idei, pada na kolana i się do niej modli. Człowiek zachodu odrzuca i ośmiesza wszystko, czego nie jest w stanie zrozumieć.


Never


skomentuj || strona główna.


Ja idę już spać nie ucząca się imprezowiczko, kocham cię ;) uważaj na siebie. Dobranoc.
Andrzej.

Dziwne, tęsknię za tobą, wiesz. Może cię pokochałem czy coś. Dbaj o siebie, bo będę się martwił ;) :*
Andrzej.

Z tym dbaj o siebie to się troszeczkę spóźniłeś. I nie nadużywaj słowa kocham. Nie dzwoń teraz, bo i tak nie mogę odebrać. I miłego dnia.
Ja.

Skoro bez wzajemności to trudno, ale nie nadużywam. Po prostu to czuję i wiem. Nie martw się. Nie będę dzwonił skoro tak chcesz. :)
Andrzej.

Nie przesadzaj proszę. Znamy się zaledwie tydzień.
Ja.

Czasem tyle wystarczy, ale uwierz mi, że staram się jak mogę by nie przesadzać, lecz to nie jest takie łatwe przy tobie. A czuję czasem jakbym znał cię od dawna.
Andrzej.

Sorry za wczoraj, miałem humor po piwie i zebrało mi się na czułości, choć nie ukrywam, że chyba naprawdę mi zależy, gdyż jesteś fajna i interesująca, chociaż przesypiasz cały dzień ;)
Andrzej.



Zakopałam telefon pod sterta poduszek i już cholernie dość mam dźwięku tego dzwonka. A myślałam, że tylko Darek może być tak natarczywy. No i mój dziadek. A tu nie. Okazuje się, że wszyscy są tacy sami. Wszystko jest takie samo. Ten sam scenariusz. Odgrywam swoją rolę najlepiej jak umiem. Chciałabym się zamienić. Kto da mi chociaż na kilka dni swój scenariusz. Oddzwonię do niego. Tylko pozbieram myśli. Bo narazie nie mam mu nic konkretnego do powiedzenia poza paroma zająknięciami, westchnięciami i długimi sekundami ciszy przerywanej na wysmarkanie nosa.

A prosiłam go w myślach. Przecież prosiłam. Tylko niczego nie spieprz. Może powinnam prosić na głos.

Never


skomentuj || strona główna.


A to wszystko przez kibiców. A konkretnie przez jednego kibica. Który zgubił pieniądze, dokumenty, telefon i kumpli. I musiałyśmy się zająć kompletnie pijanym, niemal nieprzytomnym siedemnastolatkiem z Wrocławia. Dlatego też powrót do domu z tej imprezy zajął mi aż tyle czasu. To była wersja oficjalna. Tak naprawdę było trochę inaczej. Impreza była taka sobie. Andrzej mnie wkurzał. Wyszliśmy z Tomkiem wcześniej. Wpakowałam się do 618, chociaż zazwyczaj jeżdżę 608. Następnie jak wygłodniałe zwierze rzuciłam się na pierwsze wolne siedzenie. Obok jakiegoś kolesia. Okazało się, że mieszkamy w tej samej okolicy. Koledzy, pewnie żartem, zaprosili mnie do siebie. Ja zupełnie serio poszłam. I nawet zostałam. Nie do rana. Do popołudnia. A ten pijany siedemnastolatek, to też był. To oni go znaleźli gdzieś i zabrali do siebie. A mnie przy okazji też. I tyle.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u