Kocham Cię.

















































Prima aprilis.

Never


skomentuj || strona główna.


Norma PN-N-01231 Hasło opisu bibliograficznego. Hasło tytułowe. Powstała w marcu 2001 roku, czyli ma już 8 lat, ale wszyscy udają, że jej nie ma, ponieważ nie da się jej zastosować. Nie stosuje jej nawet Biblioteka Narodowa, która ową normę wydała. Generalnie norma poza tym, że połowę jej zawartości zajmuje podział wszystkich ksiąg Biblii na Stary Testament i Nowy Testament, mówi, że w polu hasła na karcie katalogowej możemy wpisać jedynie tytuł ujednolicony lub tytuł formalny. I wszystko byłoby pięknie, ładnie, gdyby nie fakt, że w Polsce nie posiadamy ujednoliconych tytułów, za wyjątkiem Biblii oraz anonimowych dzieł klasycznych. Przepisy mówią, że w polu hasła należy wpisać pełny tytuł dzieła w języku oryginalnym. Tylko wtedy nikt by niczego nie znalazł. Bo normalny człowiek Pieśni o Rolandzie może szukać pod literką R ewentualnie P, ale na pewno nie przyjdzie mu do głowy, żeby szukać pod C jak Chanson de Roland.


Tak, wyjrzałam za okno. Wiosna zawita także i tu, jak tylko wydostanę się z biblioteki.

Never


skomentuj || strona główna.


xxx: (20:33)
Cześć. Co słychać?
Ja: (20:33)
Źle. Bardzo źle.
...
(20:34)
Złamałam paznokieć. I w supermarkecie, jakiś debil przebrany za jajko-niespodziankę, wziął mnie za matkę mojej własnej siostry.
(20:35)
Hahaha. Nie no. Żartuję. U mnie zawsze spoko.
Znaczy naprawdę złamałam paznokieć, a ten debil wziął mnie za matkę mojej siostry, ale kto by się takimi pierdołami przejmował.
xxx: (20:38)
To cieszę się, że jest ok. Ty zawsze taka wesoła i dowcipna jesteś. I jakoś tak sobie ze wszystkim dobrze radzisz. Dla ciebie zawsze wszystko jest takie proste.
Ja: (20:41)
Bo jest proste. Porta semper aperta est.
(…)
xxx: (20:43)
Nie mogę zrozumieć, jak ktoś tak inteligentny, wrażliwy i bezinteresowny może słuchać tak beznadziejnej, wulgarnej i prostackiej muzyki jak hiphop.
Ja: (20:44)
A co muzyka ma do tego? Zresztą hip-hop to cała kultura. Muzyka to rap. Nieważne. Jak zwał, tak zwał.
(20:45)
A moja bezinteresowność nie jest aż taka bezinteresowna, skoro oczekuję, że ktoś komu pomogłam zapamięta moje imię. Ale o to ciężko, skoro nawet nie zapyta. Bo co za różnica, kim była ta istota, co ci dupę uratowała.
xxx: (20:46)
Nie gadaj głupot. Wiadomo, że różni są ludzie. A najzabawniejsze jest to, że najbardziej pomagasz tym, którzy na to nie zasługują.
Ja: (20:47)
Każdy zasługuję. A oni najbardziej tego potrzebują.
xxx: (20:47)
A skąd wiesz?
Ja: (20:48)
Sama mi powiedziałaś. Dwie minuty temu.

(…)


Mam charakter pisma podobny do Einsteina. Czyli słowo zaczyna się jakąś literą, a kończy jakimś ogonem. Geniusze zawsze maskowali swoje myśli. Ale ja nie jestem uczłowieczoną duszą techniczną. No i dobrze. Lepiej być nieludzką humanistką. To zawsze jakoś mniej żałosne. Chociaż naprawdę silny człowiek nigdy nie będzie żałosny. I nie będzie bał się ośmieszenia.

Wiosna miała zawitać. No to proszę bardzo. Słońce świeci i wszyscy się pocą i śmierdzą.

Jeździ do ciebie jakiś nocnik?


Never


skomentuj || strona główna.


Ciężka jest rozmowa z kimś, kogo ulubionym i nierzadko jedynym argumentem w dyskusji jest w dupie byłeś, gówno widziałeś. Owszem, uwielbiam ten zwrot, ale nie używam go podczas polemicznej wymiany zdań. Ale to mnie przecież nie usprawiedliwia. A wiesz co? W dupie byłeś, gówno widziałeś.

Nie przegram mego życia (?)
Taka dzieli nas różnica
.
Ta, chciałabyś. Już przegrałaś. Jedną bitwę. Drugą i trzecią też. Wojna wciąż trwa. A może już nie. Może jesteś już w niewoli. Wojna to też niewola. Co za różnica w jakiej niewoli.

Zaraz idę spać, a pan Peja będzie mi kołysanki śpiewał. A rano wstanę i o godzinie piątej wyruszę na kolejną przegraną bitwę próbując jeszcze od nowa zdobyć jedyną rzecz, której pragnę. I w egipskich ciemnościach rozróżnić ludzi od pojemników na psie kupy. Sytuacja będzie o tyle prosta, że o tej godzinie ludzi nie będzie, więc wszystko, na co się natknę może być tylko skupiskiem gówna.


Never


skomentuj || strona główna.


We śnie usłyszałam głos mówiący, że łatwo przestać na zawsze – w więzieniu.

Otworzyłam barek szukając tam słodyczy (tak, słodyczy nie alkoholu) schowanych przez moją matkę. Znalazłam tylko trzy akwaria wypełnione trocinami. W jednym była moja martwa świnka morska. W dwóch pozostałych inne martwe zwierzęta. Po chwili trup mojego pupilka otworzył oczy i zaczął się trząść. Pozostałe dwa zrobiły to samo. W tym momencie już wiedziałam, że to sen. Kubuś nigdy nie zamknął oczu. Nie chciał spać. To nie była spokojna, naturalna śmierć. Chciał żyć ale nie dał rady. Mała futrzana kuleczka pachnąca trocinami. Kubula. Kubanek. Kubasiek. Kupuś. Pan Świneusz. Trocinka. Pamiętam jak matka przykryła jego nieżywe już ciałko ręczniczkiem. Niby żeby mu zimno nie było. Bzdury. Żeby na niego nie patrzeć. Bo to nie jest miły widok. Bezwładnie leżące ciałko naszego Kubusia. Głaskałam go po pyszczku, a on nie reagował. Już nie żył. Nazajutrz pojechaliśmy na wieś zakopać go pod drzewem, zanim zacznie się rozkładać. Kilkanaście centymetrów pod ziemią, zawinięty w ręczniczek, zimny i sztywny. Tata próbował zamknąć mu oczy. Nie dało się. Chciał mieć otwarte na zawsze. Nie chciał spać. Tata nasypał mu ziarenek. Ostatni posiłek. I tak już go nie zjadł. Mama położyła żółte kwiatki. I zostawiliśmy go tam martwego i samego. To był chyba ostatni raz, kiedy byłam w tym miejscu. I od tego czasu święta wielkanocne już zawsze śmierdziały mi śmiercią.

Rozdrapałam sobie wszystkie rany na ciele i duszy, a później połamałam i obgryzłam paznokcie, żeby już nikogo nie skrzywdzić.

Never


skomentuj || strona główna.


Nie pozwólcie jej robić pisanek, bo ona coś głupiego namaluje.

??
!!


mama: zetrzyj ten ser do sałatki.
ja: a nie mogę, go pokroić? bo jak zetrę, to nie będzie go w ogóle czuć.
mama: a to może nawet lepiej, że nie będzię go czuć.
ja: to może w ogóle go nie dodawać?
mama: nie no, trzeba dodać, zetrzyj go.
ja: no ale po co?

Odpowiedzi się nie doczekałam. [Oczywiście odpowiedź mogłaby brzmieć, żeby dostarczyć więcej wapnia, ale taka raczej nie padłaby z ust mojej mamy.]


Never


skomentuj || strona główna.


Przy świątecznym stole, podczas rozmowy o serniku z brzoskwiniami wykazałam się pożałowania godną ignorancją.

Ja: A kto to jest Kudelski?
Ciocia: Ten aktor…
Babcia: Michał z Na Wspólnej!
Ja: Jaki Michał z Na Wspólnej? Kto to?
Ciocia: No ten, co go Kudelski gra.

Później objeżdżaliśmy równo Edytkę Zając, tą narzeczoną Czarka Pazury. Rodzina podzieliła się na dwa obozy i spekulowała, czy ona poleciała na jego pieniądze, czy może na młodszego brata. Później kłótnia zeszła na temat wieku obu braci Pazurów. Do żadnych, ani konstruktywnych, ani nie konstruktywnych wniosków nie doszliśmy. Jak zwykle. Ciocia jeszcze podała mi przepis dla Tomka. Tylko nie napisała, że w pewnym momencie trzeba gaz wyłączyć, tłumacząc, że nie wie, czy Tomek nie ma kuchenki na prąd na przykład. Ale wyjątkowo w tym przypadku doszłyśmy do porozumienia. Odłączyć źródło ciepła brzmiała oficjalna wersja. I był jeszcze dziadek, gwóźdź programu, który sąsiadów nie poznaje, ale dywan to i owszem.

Babcia: Januszku, weź sobie ten telefon z powrotem, bo ja i tak nic przez niego nie słyszę.
Januszek: Bo trzeba słuchawkę do ucha przyłożyć.


Never


skomentuj || strona główna.


Bo co ja na to poradzę, że cię nie kocham. Nie kochałam i nigdy nie pokocham. Skąd wiem? Dlaczego cię skreślam na starcie? Wiem, bo ja nie umiem kochać. I właśnie nie skreślam cię, a daję szansę na ułożenie sobie życia. Tylko nie ze mną. Myślisz, że tak mi dobrze? Źle mi. Ale przecież to nie był mój wybór… Właściwie to był mój wybór. Ze świadomością konsekwencji na dodatek. Odciąć się od miłości, odciąć się od nienawiści, odciąć się od dobra, odciąć się od zła. Nie czuć nic. Bo kiedyś sobie obiecałam, że już nigdy nikt mnie nie skrzywdzi. Krucha psychika siłacza. A jaka ma być skoro wyrosła z nienawiści, pogardy, bólu, nieszczęścia, oskarżeń, kłamstw, egoizmu.

Nienawidzę cię. Nie obchodzę cię. Zmarnowałeś mi życie. Przez ciebie jestem chora. Nic nie potrafisz zrobić. Nigdy cię nie ma. Tylko narzekać umiesz. Do czego ja ci jestem w ogóle potrzebna? Mam cię dość. Żałuję że cię spotkałam. Nigdy nie miałam w tobie żadnego wsparcia.

Won do piekła kurwo wściekła.



Muszę, po prostu muszę pociągnąć kogoś za sobą na dno. Uciekaj, uciekaj póki jeszcze możesz.



Never


skomentuj || strona główna.


Od jutra. Od poniedziałku. Ileż to razy powtarzałam na głos lub w myślach tę magiczną mantrę. I czasami naprawdę w to wierzyłam. A czasami zaczynałam od zaraz, w środku tygodnia, tak dla jaj i z ciekawości bez jakiejkolwiek wiary. I wtedy się udawało. To był 15 maja 2007. Dzisiaj mamy 19 kwietnia 2009. I przysięgam się poprawić już od jutra. Nie rezygnuj z celu, tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu. Czas i tak upłynie. Sukces należy się tylko silnym. Mierz swój sukces włożonym w niego wysiłkiem. Zrozumiesz kiedyś, że to co dziś wydaje się poświęceniem, kiedyś okaże się najlepszą lokatą w twoim życiu. Ból jest tak silny jak mu na to pozwalasz. Impossible is nothing. Zatracić poczucie własnych ograniczeń. Potęga kontroli. Wiara w siebie. Musisz być silna i wyjątkowa już od teraz. Gorzki lek najlepiej leczy. Nie rób nic, czego później będziesz żałować. Wszystko zależy od silnej woli. I tak bym chciała sobie znowu wyprać mózg. Ale za stara jestem. Zbyt mądra, a może po prostu zbyt cyniczna już. Nigdy już nie wróci. Nic już nie będzie takie samo. Z każdym dniem jest coraz trudniej. Wiedza i doświadczenie wcale mi nie ułatwiają sprawy. Nie myśleć, klapki na oczy, uszy i inne części ciała. Wykonać plan. Po prostu. Nie czuć nic.

Smutno mi i źle. Darek to ten chłopak, co jak go zobaczyłam to niemalże orgazmu doznałam. Wizualnie mój typ. Łysy, przypakowany i w dresie. Niestety, kiedy otworzył usta jego urok wyparował. Nie chciałabym pisać o koledze z osiedla, który wychował się w tej samej patologii co ja, chodził do tej samej szkoły i kupuje piwo w tym samym sklepie, że jest tępy i durny. Ale on jest tępy i durny. Nie pamięta, co do niego mówię, bo nie słucha, bo go to nie obchodzi. Bardziej obchodzą go moje cycki. Generalnie moje ciało, głównie od gardła do kolan. Jego poczucie humoru jest takie, że niech on tylko nie próbuje żartować. Bo to jest albo żałosne, albo chamskie. Nic do niego nie dociera. Niby wychowaliśmy się na jednym osiedlu, ale to są dwa światy. Ja mu mówię, że muszę pobyć sama ze sobą, przemyśleć swoje postępowanie, zrobić rachunek sumienia, żal za grzechy...

Od jutra znowu zaczynam biegać rano. Po trzydniowej przerwie spowodowanej lenistwem, nieprzytomnością i niepoczytalnością w godzinach wczesno porannych oraz lenistwem po raz drugi. Co prawda moje bieganie zbyt często przypominało takie truchtanie i maszerowanie w rytm sapania. W egipskich ciemnościach, o których już tu wspominałam. No i największa beka, jak dochodzę do wniosku, że już mi biegania wystarczy i idę w tym swoich fioletowym dresie na huśtawkę. Déjà vu? O tym też już tu pisałam. No tak, dziury w mózgu. I nie tylko. Nogę też mam trochę podziurawioną. Zakleiłam sobie w końcu plastrem, żeby ludzi za bardzo nie straszyć. A jednak nie. Więc z huśtawką to Marcin powiedział, że to musi uroczo wyglądać. No ja nie wiem. To wygląda tak, że jakaś dziewczyna bladym świtem przybiegła sobie na plac zabaw pohuśtać się na huśtawce. Przytruchtała z zadyszką. Wstyd i żenada. Jak zwykle.

Never


skomentuj || strona główna.


Jak można iść na – 4 [słownie: minus cztery] browary?
Pijesz w domu 4 browary, a później wychodzisz np. do pubu i rzygasz tymi browarami. I to jest wychodzenie na – 4 browary.



Dawno nigdzie nie byłam. I pewnie długo nie wyjdę. Z prozaicznego powodu. Tyłek mi się w gacie nie mieści. Ale pracuję nad sobą. Tzn. nad swoją dupą. Żeby była mniejsza i mniej towarzyska. Biegam, skaczę, robię pompki, przysiady. Staram się nie wkładać do ust niczego, co ma mniej niż 10% białka i więcej niż 5% węglowodanów. Pozornie różnica wydaje się niewielka, ale 10% białka to mega dużo, a 5% węglowodanów to malutko.

Rynek nocą. Kraków – to tam, gdzie Anglicy szczają na chodniki.

Tęsknię.

Chyba jednak wybiorę się do Galerii Krakowskiej po spodnie w większym rozmiarze, a później upoważnione do tego osóbki kopną mnie w gruby tyłek i będą miały rację.

Znowu robię się aspołeczna. Znowu się izoluję. Dzisiaj nie poszłam z koleżankami na piwo w przerwie przed wykładem. [Na wykład nawiasem mówiąc też nie poszłam]. Wczoraj nie chciałam iść na miasteczko na grilla. I mam obawy, że tak naprawdę wcale nie o spodnie chodzi. Ania się pyta, co się stało, że ja nie chcę iść. Mówię, że jest ok. Tak naprawdę to nic się nie stało, ale ok. nie jest.



Edit. 21:24
Wszystkiego najlepszego Wojtuś. Zdrowia, szczęścia. Spełnienia marzeń to może niekoniecznie, bo nie wiem, o czym marzysz. Naprawdę szkoda i bardzo mi przykro, że wyszło, jak wyszło. Widocznie tak miało być. Tak będzie lepiej. Dla Ciebie. Żeby Ci żelek i pepsi nigdy nie zabrakło. Happy Birthday.


Never


skomentuj || strona główna.


Stąpasz po cienkiej lince, która na dodatek jest obwiązana wokół twojej szyi.

Chciałabym uwierzyć we własne kłamstwa i w cudzą prawdę.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u