Wiosna mnie przygnębia. Dziwne. Normalnie to ludziom się nastroje na wiosnę poprawiają. Świat spowity złocistymi ciepłymi promieniami słońca, radosny świergot ptaków o poranku, czy wszelkiego rodzaju kwiaty, drzewa i krzewy. To jest piękne. I to mnie przygnębia. Wiosną właśnie widać ten kontrast. To złudzenie. Świat wygląda pięknie, a w rzeczywistości jest zły. A ja, wbrew pozorom, pieprzona idealistka każdego ranka budzę się z myślą, że może jednak... Z nadzieją na lepsze. I codziennie spotyka mnie rozczarowanie. Ale dalej wierzę, że może jednak... Kiedyś...


Jak byłem mały i spytałem mamy z czego słynie Polska, to ona bez zastanowienia odpowiedziała mi, że z papieża. A teraz z czego będzie słynąć Polska?

Never


skomentuj || strona główna.


Nie mów mi prawdy. Prawda boli. Nie rań mnie. Nie okłamuj. Nie zatajaj niczego. I tak się dowiem i będę wściekła. Prawda rani. Kłamstwo nie. Czy coś, co rani może być dobre? Może prawda wcale nie jest dobra? Dobro nie powinno sprawiać bólu. Czy w ogóle istnieje dobre wyjście z sytuacji? Już wiem. Rozumiem. Prawda boli i hartuje. Każde uderzenie sprawia, że stajemy się odporniejsi. Na trudy życia, na wszystko. Prawda w końcu wyjdzie na jaw i uderzenie będzie zbyt silne. Co nie zabije to wzmocni. A jeśli jednak zabije? Popatrz przez okno. Nie, to nic nie zmieni w twoim życiu. W moim też nie, ale zrób to. Mam skłonnosci do rozdrapywania ran. Było minęło. A ja ciągle wracam. Zamiast już na początku nie dać się zagoić ranie tylko ją całkiem rozdrapac i wykrwawić się, albo zostawić w spokoju i poczekać na blizny ja czekam aż się trochę zagoi i od nowa. Od nowa zadaję sobie ból. Najpiękniejsze chwile w życiu to te, które już minęły. Bo dopiero wtedy je doceniamy. Co mi zostało? Wspomnienia. I ta pieprzona żałosna muszelka z jeziora. Tylko tyle. Kiedyś to była rzeczywistość, teraźniejszość i cały świat. Teraz to tylko zamazane obrazy wygrzebywane gdzieś z pamięci. Poruszam się po tym obcym mi świecie nie znając języka ani praw w nim panujących. I w końcu się doigram. Bo powinnam albo nauczyć się języka, albo zostawić ten świat i wrócić do swojego. Ale nie. Za bardzo mi się tu podoba. To ekscytujące kiedy robisz coś po omacku, kompletnie nie mając pojęcia co i jak robić i ci się udaje. Do czasu, wiem. Przecież jest ok. Zło, ból, cierpienie, nisprawiedliwość zawsze były i będą. Myślisz, że tą ponurą miną męczennika zmienisz cokolwiek? Wystarczy jeden uśmiech i świat wydaje się inny. Niekoniecznie lepszy, ale przynajmniej ładniejszy, bardziej przyjazny. Więc moja prośba. Zanim coś zrobisz. Cokolwiek. Pomyśl przez chwilę. Zastanów się czy wyniknie tego coś dobrego? Po co mi mówisz, że ktoś mnie nazwał głupią grubaską? Po co mi mówisz, że ktoś się śmieje, że chodzę cały czas w tej samej sukience? Nieważne. I jeszcze coś. Myślisz, że mnie rozumiesz, że mnie znasz? Pozory mylą, a ja kłamię. Nic nie wiesz. Klucz do mojej duszy wyrzuciłam dawno temu do głebokiej studni. Żeby go wydobyć trzeba wiedzieć gdzie jest studnia. Potrzeba chęci, odwagi, siły, sprytu, przygotowania, czasu, cierpliwości... Próbuj, bo na klucz do mojego serca nie masz co liczyć. Niestety. A może na szczęście...

Never


skomentuj || strona główna.


Chciałabym, żeby już były wakacje. Żeby gdzieś pojechać. Nie ważne gdzie. Gdziekolwiek. Żeby w końcu mieć spokój, robić co mi się podoba i nie przejmować opinią innych. To jest taka magia wakacji, że liczy się tylko tu i teraz. Słońce, luz. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Jutro nie istnieje. Konsekwencje? Głupi ma zawsze szczęście. A no ma. Co? Zazdrościsz? Tak sobie myślę, jak ten czas cholernie zapierdala. Aż trudno mi uwierzyć, że minęło 9 miesięcy. A mam wrażenie jakby to wszystko było wczoraj. 9 miesięcy, kurde mogłabym mieć już dziecko. Nie mogę zatrzymać czasu. Mogę zatrzymać siebie. No bo gdzie mam się spieszyć? Do grobu? Nie wiem czy człowiek umiera jak dojdzie gdzieśtam czy po jakimś konkretnym czasie (bez względu na przebyty dystans). Gdybym wiedziała byłoby mi łatwiej. Gówno prawda. Wcale nie chcę wiedzieć. Nic mnie to nie obchodzi. Mogę sobie umrzeć nawet jutro. I tak to całe życie kompletnie nie robi na mnie wrażenia. Uodporniłam się po prostu. A wspominałam, jaka jestem zdolna? Zepsułam komputer na amen i cały ostatni tydzień, dzień i noc, mój tatuś próbował doprowadzić ten cud XIX wiecznej techniki do stanu używalności. Jak ktoś kiedyś będzie chciał zepsuć komputer to chętnie służę radą i pomocą. I jeszcze zapomniałam dodać, że rąbnęłam się dwa razy głową w kafelki na przedpokoju i chyba mam wstrząs mózgu. Czy mam ich poczęstować ściemą na poczekaniu. Zmyśloną sytuacją przecież oni się tym karmią. Ciągle kłamię. Na każdym kroku. Aż sama się gubię, nie wiem co jest prawdą a co fikcją. To prawie jak schizofrenia. Jak chodziłam do 6 klasy to byłam mądrzejsza. Mam przed sobą pamiętnik z tamtego czasu i widzę, jaka byłam mądra. A teraz drastycznie mi iloraz inteligencji spadł. Zaczęłam oszukiwać samą siebie. A nie. Wtedy też się oszukiwałam. Sama nie wiem czy ja wierzę w to co sobie wmawiam czy nie. Podobno zmieniłam się od wakacji. Podobno ktoś mnie nie znał z takiego zachowania. Takie zachowanie. Toż to skandal i patologia w ogóle, żeby się tak zmienić. Nie twierdzę, że w ogóle się nie zmieniłam, bo ktoś kto w wieku 50 lat widzi świat tak, jak widział go w wieku 20 lat, zmarnował 30 lat swojego życia. Trochę się od wakacji pozmieniało, ale bez przesady. Bo kiedyś byłam fajna teraz już nie jestem. Współczuję wszystkim, którzy czują się w obowiązku to czytać (pozdrowienia panie kuratorze).

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u