Zrób jak Magik - dudni w mojej głowie. Będzie już tylko gorzej. Bardzo boję się, że będzie tylko gorzej i gorzej, i z każdym miesiącem coraz gorzej. Najpierw była sielanka. Później sielanka płynnie przeszła w normalność. Następnie normalność przeplatała się z tragediami. Były też wzloty pomiędzy tymi bolesnymi upadkami. I tak w ciągu pół roku sielanka i stabilizacja znowu stała się niestabilną huśtawka. I znowu jest dokładnie tak jak było. Zmieniło się tylko otoczenie. Tylko otoczenie, nic więcej. Wszystko jest dokładnie tak samo jak było. Tak samo źle i tak samo zdarzają się bardzo piękne i dobre chwile.

Zmieniam się na zewnątrz. Zmieniam się pozornie. Zmieniam otoczenie. Zmieniam zwyczaje. Zmieniam co mogę, ale w gruncie rzeczy cały czas jestem tą samą osobą. Tak samo samotną, tak samo zagubioną i nieszczęśliwą. I nic nie poradzę. Cały czas jest tak samo źle i nie zmienia się nic. Odkąd pamiętam jest to samo. A próbowałam wielu rzeczy. Uciekałam w wiele rzeczy. I nigdy nie udało mi się uciec przed sobą. Czasami przez moment czuję się dobrze, ale kiedy milkną brawa, gasną światła, wracasz do domu, pytasz: gdzie jest satysfakcja?. No gdzie jest satysfakcja? Gdzie poczucie spełnienia? Gdzie radość? Gdzie zadowolenie? Gdzie wewnętrzny spokój i bezpieczeństwo? Gdzie to jest? Jak to znaleźć? Zrób jak Magik!

Pozornie fajny czas. Wspominam miło i dobrze. Tylko co z tego? Co ja mam z tego, poza fajnymi wspomnieniami, które bardziej bolą niż cieszą. Bolą, bo to wszystko minęło i nigdy już nie wróci. Bo będzie już tylko gorzej. Kiedyś jeszcze potrafiłam z masochistyczną przyjemnością pławić się w przeświadczeniu, że nic nie osiągnę i zgniję na dnie jako narkomanka, alkoholiczka i prostytutka. Teraz jestem przerażona, że przegrałam życie, chociaż nie piję, nie ćpam, uprawiam sport, nie mieszkam z rodzicami i mam fajną pracę. Tylko wewnętrznie jestem w rozsypce. Serce popękane, a mózg produkuje chore myśli. Zrób jak Magik. Tylko, że mieszkam na pierwszym piętrze, a w pracy mamy okna, które się nie otwierają.

Never


skomentuj || strona główna.


Mówią znajdź sobie innego, nie ma nad czym szlochać,
Inni są lepsi, ich też da się pokochać.


Never


skomentuj || strona główna.


Rozpadam się. Pękam. Rozsypuję. Rozlewam. Znikam. Kawałek po kawałku. Wyparowuję. Coraz mniej mnie. Nie tylko fizycznie. Ciało to tylko opakowanie. Nie zawsze jest adekwatne do zawartości. Poranione ciało, nieszczęśliwa dusza. Poobijane ciało, pochlastana dusza. Cierpiące ciało i cierpiąca dusza. Wszystko, co było dobre i ważne znika. Coraz mniej mnie. Nie ma już w co wierzyć. Nie ma już o co walczyć. Nie ma na co czekać. Wszystko się skończyło. Runęło. Nie ma już nadziei. Nic już nie ma. Tylko strach, ból, cierpienie. Nie ma już gdzie wracać. Nie ma do kogo wracać. Nie ma po co wstawać rano. Wszystko się rozpadło, posypało, zepsuło i ktoś to wyrzucił. Nie wiem gdzie szukać resztek swojego życia i resztek swojego szczęścia. Coraz mniej mnie.

Never


skomentuj || strona główna.


Jestem osobą ciągle martwiącą się. Takim małym kurczakiem. W mojej mentalności zawsze niebo ma za chwilę spaść. I zazwyczaj spada. Na mnie.

Stąpasz po cienkiej linii, która na dodatek obwiązana jest wokół twojej szyi.

Never


skomentuj || strona główna.


Zły dzień, to nie złe życie. Tak. A dobry dzień też nie oznacza od razu, że mamy ładne i udane życie. Tak samo, jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jednorazowe przebiegnięcie 10 kilometrów nie robi z nikogo sportowca, biegacza ani nawet osoby aktywnej fizycznie. Dzięki bogu te dwa pączki, które zjadłam dzisiaj na śniadanie nie utuczą mnie od razu. Ale jak sobie przypomnę, że wczoraj na kolację zjadłam kebaba, a na obiad dwa pączki, to zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy moja zgrabna sylwetka nadal jest bezpieczna.

Dzisiaj wyjątkowo słońce i jasność za oknem od rana nie przyprawiły mnie o depresję. Ale niebawem przyprawiło mnie o nią coś innego. Przed przeznaczeniem nie uciekniesz. Nigdy nie wiadomo, z której strony zaatakuje. Z tego słońca i jasności to się nawet ucieszyłam, bo wczoraj uświadomiliśmy sobie, że będziemy płacić coraz mniejsze rachunki za prąd, bo coraz dłużej i wcześniej jest jasno. Już za luty zapłaciliśmy kilkanaście złotych mniej niż za styczeń i w ogóle rekordowo najmniej. Pomyśleć, że wystarczyło zmniejszyć temperaturę chłodzenia w lodówce. I zepsuć lampę w pokoju. Ale jest jeszcze kilka innych i pewnie lepszych sposobów na oszczędzanie pieniędzy. Gorąco polecam. Chociaż ja się ostatnio nie popisałam i w sobotę, kiedy poszłam z koleżanką do kawiarni zamówiłam to, na co miałam ochotę, a nie to, co było najtańsze. Co więcej, o zgrozo, zostawiłam barmanowi napiwek, bo był taki miły, uroczy i dał nam po kwiatku. Kwiatków oczywiście nie zabrałyśmy, bo obydwie mamy chłopaków. Tzn. ja z takiego powodu, bo nie wiem, jak bym mojemu wytłumaczyła, że poszłam z koleżanką i wracam z kwiatkiem. Od faceta. Na pewno by nie uwierzył, że to od lokalu, na pocieszenie, dla dwóch samotnych kobiet, które wieczór w Dzień Kobiet musiały spędzić w swoim damskim towarzystwie przy szejkach, kawie mrożonej i drinku, który zdobył drugie miejsce gdzieś tam.

Never


skomentuj || strona główna.


Nadal pączki, lodówka i rachunki za prąd, czyli dnia wczorajszego ciąg dalszy dziś. Wczoraj na kolację zjadłam jednego pączka, a dzisiaj na śniadanie dwa. I dzięki bogu to już koniec. Nie mam już więcej pączków. Nie mam też więcej pieniędzy na pączki. Idę za to z siostrą na obiad. I jak dobrze pójdzie, to może on mieć więcej kalorii niż te pączki. I na pewno będzie więcej kosztował. Skoro przy kosztowaniu jesteśmy to znów prąd i lodówka na tapecie, bo w nocy wywaliło nam korki. Co oznacza, że zużycie prądu w tym miesiącu zostało pomniejszone o te kilka godzin nie działania lodówki. Gdyby cokolwiek w niej było, można by się martwić, że się rozmrozi i zepsuje. Ale za wiele w tej lodówce nie było. W sumie po tym jak korki wywaliło, to nawet światła nie.

Never


skomentuj || strona główna.


To óczucie, kiedy zamawiasz z menu pozycję dla dziecka, czyli pół porcji, a otrzymujesz ogromną kopę makaronu na gigantycznym talerzu. Połowa porcji, którą otrzymałam wyglądała jak dwie moje normalne dorosłe porcje.

Często jadam z tatą w Starej Chacie na Lwowskiej, więc z powodu chorobliwego braku pomysłów i strachu przed nieznanym, tam właśnie zabrałam siostrę. Jest tanio, a ze specjalną zniżką jeszcze taniej. Jest kameralnie, raczej bez tłumów i tłoków. Jedzenie jest dobre i cokolwiek bym nie wzięła zawsze najadam się za bardzo. Na dodatek po drodze mi w drodze do domu. Zawsze mam drobne kłopoty z trafieniem, standard. Po półgodzinnym studiowaniu menu (też standard) wybrałyśmy makaron. Ja ze szpinakiem i serem, a Monika z kurczakiem i sosem śmietanowym. Postanowiłyśmy zaszaleć skoro tata nie widzi i wziąć pocję dla dziecka czyli połowę normalnej porcji. Będzie taniej, nie utyjemy, a tacie się nie przyznamy, że wzięłyśmy pół porcji. Powiemy, że zjadłyśmy całą. Bo tata myśli, ze my nie jemy. Że mamy anoreksję i w ogóle. Do makaronu ja wzięłam jeszcze barszczyk z uszkami, a Monika talerz sałatek. W ofercie nie było kebaba z oliwkami.

Monika powiedziała, że wcale nie czekałyśmy tak długo. No cóż moim zdaniem, jeżeli nie dostanę jedzenia bezpośrednio przy zamawianiu to już jest długo. Ale podobno wcale nie czeka się długo, tylko ja jestem jakaś dziwna i niecierpliwa. Barszczyk, który otrzymałam jako pierwszy, był gorący jeszcze długo po zjedzeniu makaronów. Ale ten barszczyk to nic. Te makarony to było coś. Zamówiłyśmy pół porcji. Jak dla dziecka. Tymczasem otrzymałyśmy wielką kopę makaronu na gigantycznym talerzu. Monika zjadła połowę tej połówki. Z trudem. Ja zjadłam wszystko. Za siebie i za nią. Bo zapłaciłam. Ale najedzona też poczułam się właśnie połowie tej dziecięcej porcji. Następnym razem poprosimy o jedną dziecięcą porcję i dwa talerze. Naprawdę ciekawa jestem jak w takim razie wygląda normalna dorosła porcja i na czym jest podawana. Bo na tym gigantycznym talerzu to się nie zmieściłaby. Najbardziej pozytywnym aspektem było, że dzięki zniżce z taste clubu zapłaciłyśmy tylko 15 zł zamiast 20 zł. A i 20 zł za taką górę jedzenia to też niezbyt wygórowana cena. Nie żeby to była reklama czy coś. Tak tylko mówię, że jak ktoś chce się nażreć w Krakowie i nie zapłacić bardzo dużo to tam można. Nawet zamawiając porcję dla dziecka otrzyma się wielką kopę makaronu na gigantycznym talerzu.

Never


skomentuj || strona główna.


Pamiętam, jak napisałeś mi, że rzadko się uśmiechasz. I wtedy postanowiłam zrobić coś, żebyś się uśmiechał częściej. I uśmiechałeś się przy mnie. Uśmiechałeś się do mnie. Pamiętam, jak chciałam cię uratować. Jak chciałam cię wyciągnąć z bagna. Chciałam zrobić dla ciebie wszystko i chciałam być dla ciebie wszystkim. I przez chwilę tak było.

Pamiętam jak razem zaczynaliśmy od nowa twoje życie. Pamiętam jak nie było miejsca na nic poza nami. Setki smsów dziennie. Wspólne spacery. Wspólne leżenie na łóżku w pustym pokoju i patrzenie się w sufit. I rozmowy. O nas. O przyszłości. Chwile pełne nadziei i chwile pełne zwątpienia. Razem. Wspólne sekrety i tajemnice. Wszystko było sekretem. Nikt nie wiedział. Pamiętam to bezgraniczne zaufanie i oddanie. Trochę tęsknię.

Po braku zimy nadchodzi już wiosna. Budzę się i jest jasno. Za oknami świeci słońce. Niebo jest błękitne i bezchmurne. Piękna pogoda. Idealna sceneria. W takiej właśnie trzy lata temu zaczynała się nasza bajka. A teraz nasza bajka się kończy, bo przecież miłość trwa trzy lata. Jest mi smutno i próbuję sobie tłumaczyć, że to przez wiosnę. Że to chwilowe. Że minie. Że trzeba przeczekać. Przykro mi, bo wszystko stopniowo stało się niczym. A to co najlepsze, stało się tym najgorszym. Brakuje mi magii. Wtedy czułam coś magicznego dookoła, w otoczeniu. Każdy głupi spacer miał w sobie taką magię i głębię. A teraz wszystko jest puste. Wyprane z emocji. Została tylko złość, niechęć, żal, obojętność.

Chciałabym, żebyś teraz ty dorysował mi uśmiech. Żebyś dorysowywał go każdego dnia, a nie raz na dwa tygodnie. To stanowczo za rzadko. Za mało. To nie wystarcza. Chcę więcej. Czuję, że się wypalam. Czuję, że ktoś mnie wypala. Żyję w pustce. W próżni. Nie ma już. Nie ma już tego, co trzymało mnie przy życiu. Teraz sama muszę trzymać się przy życiu. Wiem, że tak jest poprawniej. Ale nie o poprawność mi chodzi. Nie chodzi mi też o pieniądze, zagraniczne wycieczki ani żaden inny szał pyty. Chodzi mi o drobne codzienne cudowności. O buziaka w zaspany policzek, o lizaka w kształcie serduszka, o pogłaskanie po głowie, o kilka ciepłych słów. A jest chłodno. I rozsądnie. Czysta kalkulacja. Nawet jeżeli opłaca się to ciągnąć ze wszystkich innych powodów, nie opłaca się żyć w związku, który nie daje szczęścia, radości i poczucia bezpieczeństwa.

Dorysuję uśmiech tobie. A ty dorysuj uśmiech mnie.

Never


skomentuj || strona główna.


Dłuższa jasność ma swoje wady i zalety.

Zalety: niższe rachunki za prąd.
Wady: nie da się już płakać wracając z pracy.

Never


skomentuj || strona główna.


Kiedy wstaję budzę się rano jest już jasno. Przez całą noc jest jasno, jeżeli tylko nie zasłonię okna. I ciepło. Tak ciepło, że śpię nago obok drugiego nagiego ukochanego ciała, które również jest ciepłe. Noce są dobre. Spokojne. Agresja śpi. Budzi mnie czy zdanie okrągłe wypowiesz, czy księgę mądrą napiszesz, będziesz zawsze mieć w głowie tę samą pustkę i ciszę. I zaczyna się kolejny dzień pełen strachu, nadziei, uciekania i przeczekiwania.

Poranna gimnastyka (czasami), makijaż (pełny lub wersja minimum z minimum), czasami telefon od niego lub wymiana kilku smsów (zazwyczaj czy jest zimno czy ciepło), ubieranie, pakowanie i w drogę. Do tramwaju lub autobusu. Na pierwszy przystanek, żeby zająć miejsce siedzące przy oknie na podwyższeniu. I nikomu nie zamierzam ustępować miejsca w komunikacji miejskiej. Taki ze mnie potwór. Nie jestem zła. Po prostu nieszczęśliwa. Nie twierdzę, że mnie to usprawiedliwia. Po prostu tak jest. Jestem wstrętna, bo mi źle. Warczę, bo się boję. Krzyczę, bo mnie boli.

Za to kiedy przekraczam próg biurowca, w którym pracuję dokonuje się we mnie niesamowita przemiana. Witam ochroniarza radosnym cześć i on mi równie radosnym odpowiada z miną, jakby autentycznie się cieszył, że mnie widzi, chociaż biorąc pod uwagę liczbę zatrudnionych osób i mój brak wyrazistości, on nie może mnie nawet kojarzyć, a co dopiero cieszyć się na mój widok. Stanowczo wykluczone. Bez zadyszki wbiegam na swoje drugie piętro, włączam komputer i pędzę do kuchni zrobić sobie 10 kubków herbat, które i tak wypiję w ciągu godziny. W domu prawie nie piję herbaty, bo mi szkoda prądu na gotowanie wody. W czajniku elektrycznym na dodatek. Z uśmiechem i życzliwością witam wszystkich spotkanych na swojej drodze, czy to w kuchni czy w kiblu, na stołówce czy korytarzu. Bajka i pierdzenie serduszkami.

A później mija osiem godzin i wychodzę. I zawsze czuję takie dziwne skrępowanie jak mam powiedzieć cześć na do widzenia ochroniarzowi. Czasami tak się przemykam, żeby nie powiedzieć. Udaję, że się spieszę, nie widzę lub rozmawiam przez telefon. Wychodzę z budynku i czuję ulgę, że już po pożegnaniu. I wtedy dopada mnie życie. Spada na mnie dół, smutek, strach, zwątpienie czyli prawdziwe życie. Snuję się do domu, chociaż czuję że nikt tam na mnie nie czeka i że nie mam do czego wracać. Czasami nawet w ogóle nie mam ochoty tam wracać. Czasami towarzyszy mi potężny wkurw. Czasami strach. Czasami smutek. A czasami totalna obojętność. I naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca.

Never


skomentuj || strona główna.


Moja mama zawsze mówiła, że najgorszy ból to ból głowy. Dla mnie zdecydowanie ból brzucha jest największym okropieństwem i torturą. Z dzieciństwa pamiętam te noce, kiedy potworny ból brzucha nie pozwalał mi zasnąć. Pamiętam to leżenie w łóżku z ręką na brzuchu. Pamiętam to przewracanie się z boku na bok. Byle tylko do rana. Rano wszystko ustępowało. Rano zapominałam o nocnym koszmarze. Starałam się nie mówić rodzicom, że tak potwornie boli mnie brzuch, bo przez kolejny dzień lub dwa nie mogłabym jeść normalnych rzeczy tylko jakieś głupie sucharki. Te nocne bóle brzucha były moją tajemnicą. Wtedy jakoś nie zastanawiałam się nad ich przyczyną. Teraz jestem pewna, że przynajmniej w części były spowodowane moimi nawykami żywieniowymi. Bo zanim jeszcze zachorowałam na zaburzenia odżywiania odżywiałam się, jakbym była chora. Za dużo, za słodko, za tłusto, za szybko. Po prostu źle. Ale dziecku nie wytłumaczysz. Bulimiczce zresztą też nie.

Później pojawiły się bóle brzuch spowodowane niewłaściwym jedzeniem. Zawładnęły nie tylko nocami, ale również i dniami. Brzuch bolał mnie od wszystkiego. Od jedzenia, od niejedzenia. Było mi niedobrze z głodu, niedobrze z przejedzenia i niedobrze ze strachu oraz obrzydzenia do własnej osoby. Brzuch cierpiał i bolał.

Miałam taki epizod w życiu, że przez tydzień czy dwa bolał mnie brzuch. Non stop. Nie znam powodu. Jak coś zjadłam ból na trochę ustępował. Ale przez ten ból ani apetytu nie miałam, a jeść cały czas też nie mogłam. Próbowałam uśmierzyć ten ból tabletkami. Nie pomagało. Próbowałam pomóc sobie ketonalem. Dzisiaj myślę, że może przez to brzuch bolał mnie tak długo, bo tylko sobie żołądek tymi tabletkami podrażniałam. I efekt był odwrotny. Cóż. Życie.

Wczoraj znowu umierałam. W sobotę poszliśmy do Olimpu w Bonarce (nawiasem mówić Bonarka przecieka, tonie, jest pełna wad konstrukcyjnych i zamkną ją prędzej czy później z tego powodu, pomijając fakt, że nie przynosi oczekiwanych zysków). Mój mężczyzna wziął kilogram jedzenia. Ja tylko jakieś czterdzieści deko, ale dokładał mi trochę ze swojego tekturowego talerza. Swoją drogą te plastikowe sztućce to jest masakra, no ale strach dać ludziom z galerii handlowej noże. Bo jak się nie pozabijają to ukradną i nie wiadomo co gorsze. Ale pozwolili nam się napić piwa, więc popiliśmy obfity posiłek Desperadosem z plastikowego kubka, który pani sprzedająca nie wiem czemu nazwała kuflem. Zawsze zamawiamy za dużo jedzenia i zawsze wpychamy je w siebie na siłę. Nie jest to oczywiście zdrowe, ale nigdy jeszcze nam nie zaszkodziło. Aż do tego razu. Przez całą niedzielę czułam się niezbyt komfortowo i prawie nic nie jadłam. Bywa. Tragedia nastąpiła dopiero w niedzielę wieczorem. Ból brzucha był nie do wytrzymania i jedynym sposobem, aby przeżyć było siedzieć pod prysznicem i polewać brzuch ciepłą wodą. Po raz kolejny chwała bogu, że za tę wodę nie płacimy. Więc zamiast spać siedziałam w brodziku i lałam gorącą wodę na brzuch. I tak przez całą noc.

Odkąd pamiętam mam problemy z bólem brzucha. Zazwyczaj boli przez moją nieuwagę i zaniedbanie oraz przez okres. Poza tabletkami przeciwbólowymi (byle nie ketonal) ratuję się leżeniem i trzymaniem rąk na brzuch. Kiedyś moja rodzina zachwycała się książką o samoleczeniu metodą BSM. Tam chyba trzymało się ręce na głowie, ale tak sobie wymyśliłam, że może na brzuchu spróbuję. I rzeczywiście trzymanie jednej lub obydwu dłoni na bolącym brzuchu może przynieść ulgę. Podobnie jak ciepła (a nawet gorąca) kąpiel i polewanie bolącego brzucha mocno ciepłą wodą. Piję też miętę, ale nie wiem, czy coś pomaga. Nie pomagają natomiast krople miętowe. Kiedyś w liceum było mi niedobrze i poszłam do higienistki, która mi te krople kazała wypić. I dopiero jak je wypiłam to mi się naprawdę zrobiło niedobrze.

Never


skomentuj || strona główna.


Wyszłam wczoraj biegać i pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę po wyjściu wybiegnięciu z domu był ogryzek od jabłka. Nabity na antenę samochodu. Ogryzek z jabłka nabity na antenę samochodu. Czad. Później były tylko ubłocone majtki na chodniku. Z napisem hot boy czy jakoś tak.

Nie przypuszczałam, że bieganie może być całkiem fajne i że w ogóle umiem biegać. Że bez żenady wyjdę w środku miasta w legginsach bez sukienki ani spódnicy, tylko tak z tyłkiem na wierzchu. Co wstydliwsi biegają w dresie, ale legginsy do biegania są znacznie wygodniejsze. Mam też lansiarską różową koszulkę do biegania, ale z uwagi na zimno i tak zakładam bluzę. Zwykłą bluzę. Więc od pasa w górę wyglądam jak uboga krewna wśród biegaczy. Bo dół mam iście profesjonalny. Buty do biegania, ocieplane legginsy do biegania. Nawet mam skarpetki do biegania.

- A czym się różnią skarpetki do biegania od zwykłych?
- Nazwą.

- A czym się różni koszulka do biegania od zwykłych bluzek?
- Kolorem. Jest wściekle różowa.

- A czym się różnią buty do biegania od innego obuwia?
- Są miliard razy brzydsze. Nawet jeżeli są różowe.


Never


skomentuj || strona główna.


Jeżeli żałujesz, że nie żałujesz, to już jest dobrze.

Never


skomentuj || strona główna.


Siedzę sobie w jednej pracy i piszę list motywacyjny z CV do innej pracy. W konkurencji. I trochę się marwtię, że tę pracę dostanę i będę musiała składać jakieś wymówienia i przenosić się i od nowa oswajać i w ogóle. Chyba wolałabym, żeby moja aplikacja jakoś tak przeszła bez echa. Ewentualnie, żeby odezwali się akurat wtedy, kiedy będę już wolna i bezrobotna. Najlepiej tak drugiego lub trzeciego dnia mojego bezrobocia, żebym zdązyła odpocząć, ale nie zdążyła nadmiernie się zmartwić.

Nikomu na razie nie mówię. Nie chcę znowu usłyszeć, jakie ze mnie nic. Nie chcę znowu usłyszeć, że trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno. Że ile bym chciała i żebym się cieszyłą, że w ogóle mam cokolwiek. I najbardziej nie chce usłyszeć w razie porażki chwilowego braku zainteresowania moją osobą akurat w tym miejscu, że a nie mówiłem. Żebym siedziała cicho na dupie, nie chciała więcej i czekała co los przyniesie, zamiast wziąć go w swoje ręcę. Aż trudno uwierzyć, że powiedział to ktoś, kto jeszcze nie tak dawno negował postawę ludzi, którzy siedzą w dupie, bo im tam ciepło.

A w międzyczasie zadzwoniła do mnie pani z T Mobile. Z numeru prywatnego, bo tamtych już od nich nie odbieram. Chciała mnie poinformować o dodatkowych korzyściach po doładowaniu konta za 20 zł. Niestety w trakcie dostała czkawki i się rozłączyła. I nie wiem do końca, co to za super oferta.

Never


skomentuj || strona główna.


Wiosna idzie i gówno wszystko wychodzi na powierzchnię.

Pierwszy raz od dawna wiosna nie wpłynęła na spadek mojego nastroju. Bo normalnie to wiosna mnie przygnębia. Łapię doła jak robi się ciepło i słonecznie. I ryczę widzą te tłumy radosnych, uśmiechniętych ludzi. A w tym roku jakoś tak inaczej. Sama się uśmiecham i mam więcej energii, bo wiosna. Może dlatego, że w końcu naprawdę mam co robić. Dni od poniedziałku do piątku wypełnia praca, dojazdy i higiena osobista. Jak mi się uda wyszarpać trochę czasu to czytam książki, siedzę w internecie, biegam lub rozciągam się, czasami idę do sklepu. Dni mijają szybko. W weekendy po odliczeniu czasu na bardziej intensywne zabiegi pielęgnacyjne, większe zakupy, sobotnie bieganie, inne ćwiczenia, sprzątanie, wizytę u rodziców, spędzenie czasu z chłopakiem i spotkanie się ze znajomymi jestem już na minusie. Mam więcej możliwych zajęć niż czasu, więc na depresję nie ma go zbyt wiele. Oczywiście depresja nie wyklucza pracy, sprzątania, zakupów, czegokolwiek. Można robić te wszystkie rzeczy i być zdołowanym. Ale to musi być jakiś konkretniejszy powód niż tylko głupia wiosna i słońce. Bo wiosna sama w sobie może wcale nie jest taka zła. Czasami bywa nawet śmieszna. O tak.

Never


skomentuj || strona główna.


Z okazji wiosny mój tata biegł w Półmaratonie Marzanny i tak bardzo jestem z niego dumna. Ostatnimi czasy to tata jest osobą, która najwięcej dla mnie zrobiła i dała mi najwięcej szczęścia i radości. Aż mi się płakać chce z tego powodu. I to bynajmniej nie ze szczęścia.


Luty był złym miesiącem. Zbyt dużo bólu. Marzec był ciężki. Wiele zła, wiele cierpienia, smutku, niezrozumienia. Można by rzecz, że marzec był gorszy od lutego. Gdyby nie to, że równoważą go też dobre zdarzenia. Marzec może okazać się miesiącem przełomowym. Początkiem końca i początkiem nowego etapu. Mam wrażenie, że pewne rzeczy coraz bardziej zaczynają do mnie docierać. Staram się dystansować. Staram się chronić. Myśleć o sobie i powtarzam sobie nie rozczulaj się. I staram się nie rozczulać. Jebać uczucia. Jebać sentymenty. To wszystko było tylko kłamstwem i złudzeniem. Na dodatek i tak się już skończyło. Nie ma o czym gadać.

Smutno mi nie dlatego, że coś złego się stało, tylko dlatego, że przejrzałam na oczy. I zobaczyłam, że cały czas się źle działo. I płakać mi się chce jak pomyślę, ile dni, tygodni i miesięcy zmarnowałam. Zmarnowałam na głupie czekanie. Zmarnowałam na siedzenie w miejscu. Zmarnowałam rezygnując z siebie w imię nie wiem nawet czego. A najgorsze jest, że nie wiem, jak przestać. Ale wiem chociaż, że powinnam.

Never


skomentuj || strona główna.


Czemu mi nie odpowiedziałaś wczoraj, jak powiedziałem że cię kocham?
Bo myślę o tym od wczoraj. Martwię się, że się oddalamy...


W czas. Ja się martwiłam, że się oddalamy już wtedy. A tak naprawdę to jeszcze wcześniej. Bo ponad półtora roku temu. Pamiętam jak mi wtedy powiedziałeś, że wkręcam sobie i że wszystko jest ok. A okazało się, że jednak nie było.

Nie rozczulaj się. Wiesz dobrze, że to nic nie da i do niczego dobrego nie doprowadzi. Nie odsłaniaj się, nie spuszczaj gardy, nie przyznawaj jak ci źle, jak cierpisz i co cię rani. Nie zdardzaj czym cię można zranić, bo będziesz zraniona. Będziesz raniona wielokrotnie częściej niż jesteś. Nie rozczulaj się Aniu. Wiesz, że tego nie da się uratować. Wiesz, że nie ma czego ratować. Siebie ratuj.



Never


skomentuj || strona główna.


Nie znaczy, że mam zamiar biegać bez spodni w sensie z gołym tyłkiem. Chociaż biegam. Bo leginsy, w których biegam nie są ubraniem, o którym można by powiedzieć, że zakrywa tyłek. Z tym bez spodni to chodzi o to, żeby częściej nosić sukienki i spódniczki. Żeby być ładniejsza, bardziej kobieca, zwiewna, atrakcyjniejsza, a przede wszystkim, żeby wyglądać inaczej. Żeby coś zmienić.

Muszę coś zmienić. Myślę, że fryzurę. Od stu lat mam taką samą. Od zawsze mam taką samą z kilkoma krótkimi przerwami. Wydawałoby się, że nuda, ale o swoich włosach mogę gadać i myśleć bez przerwy.

Biegam, bo lubię. I bo chodzenie już mnie nie satysfakcjonuje. Już nie starcza. Nie pozwala się odciąć od wszystkiego tak bardzo. I nie pozwala tak swobodnie płakać w trakcie. A jak biegam poruszam się szybciej. Nikt nie zauważy łez. A nawet jeśli, pomyśli że to pot. Albo że mi coś do oka wpadło. Często się zdarza. Zapisałam się też na Bieg Pamięci 12 kwietnia i Bieg Nocny w maju, bo na maraton nie czuję się jeszcze w ogóle na siłach. Czuję za to, że przede wszystkim powinnam zapisać się do psychiatry.

Never


skomentuj || strona główna.


Bardzo mi się ostatnio nie chce. Nie chce mi się wstawać. Nie chce mi się pracować. Nie chce mi się pisać. Boże, jeść mi się nie chce. Spotykać z ludźmi, rozmawiać. Nie chce mi się też walczyć o swoje szczęście. Nie mam już siły. Nie chce mi się oddychać i nie chce mi się żyć. Nawet już nie chce mi się mówić, co bym chciała, o czym marzę i co mnie boli. Nie ma sensu. Taki leniwy czas. Smutny i pełen rezygnacji. Rób co chcesz. Nie sprowokujesz mnie do walki ani do złości. Nie chce mi się. Czasami myślę, że coraz mniej mi zależy. Że powoli się wycofuję i dystansuję. Oddalam. Zamykam. Chronię się.

Never


skomentuj || strona główna.


Pewne rzeczy się kończą. Nie można przeciągać w nieskończoność. Nie można uciekać przed przyszłością i dalszym życiem trzymając się czego, co już dawno powinno się zakończyć. Nawet jeżeli nasze liceum jest zajebiste, nie jest dobrym wyjściem celowo nie zdawać do kolejnej klasy, byleby w tym zajebistym liceum pozostać. Wszystko ma swój czas. Kiedy ten czas się skończy trzeba zachować miłe wspomnienia, pożegnać się i iść dalej. Bo dalej czekają na nas nowe wyzwania i kolejne szanse. Było miło, ale się skończyło. Dziękuję.

Miałam rację. Ten głupi artykuł miał rację miłość trwa trzy lata. W środę byłyby dokładnie trzy lata jak jesteśmy razem. Byłyby. Ale nie będzie. Rozstaliśmy się. Bez kłótni. Na spokojnie. Za porozumieniem stron. Bez lawiny łez. Bez wyrzutów i obwiniania się. Dojrzale, co aż dziwne w naszym przypadku. A teraz trzeba iść dalej.

Na zewnątrz staram się być spokojna. W środku mam wielką krwawiącą ranę. Boli. Cholernie boli, kiedy wszystko najpierw zaczyna się walić, a później jednak się kończy. Chociaż miało być na zawsze. Bolą wszystkie wspomnienia, wszystkie piosenki, wszystkie zdjęcia, wszystkie pamiątki. Wiem, że tak będzie lepiej, ale w głębi duszy marzę, że to się nie stało. Że czas się cofa. Że wszystko jednak układa się dobrze. I wiem, że jeszcze długo będę sobie przed snem układać tę bajeczkę z nami w roli głównej i wielkim romantycznym happy endem. Jeszcze długo będę żyć tym, co było dla mnie wszystkim przez ostatnie trzy lata.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u