Zawsze, kiedy zaczynam mieć żal do świata i ludzi przypominam sobie, że widocznie na nic innego nie zasłużyłam. Wszystko jest z jakiegoś powodu i zazwyczaj to my jesteśmy tym powodem. Wszystko jest we mnie. Próbowałam to z siebie wyrzucić różnymi sposobami, ale chyba zbyt dosłownie potraktowałam wyrzucanie z siebie. Wszystko rozumiem opacznie. I popadam w straszne skrajności. I już nie umiem ładnie ani ciekawie pisać. Nie to, co kiedyś, kilka lat temu. Z jakiegoś powodu tęsknię za dawną sobą. Ale nie, chyba nie z tego powodu, że wtedy pisałam tak, że chciało się czytać. Być może tęsknię za tym, że wtedy miałam czas, a teraz jestem ze wszystkim spóźniona o kilka lat i wcale nie nadrabiam, wręcz przeciwnie.

Na kredyt, na kocią łapę, na farta i na krzywy ryj. Tak właśnie, nie inaczej, widzę sobie wszystko.

Never


skomentuj || strona główna.


Każdy ma takie życie, jakie sobie zapewnił powiedział dzisiaj mój dziadek. W ładnym mieszkaniu, z wierną żoną i kochającą wnuczką i jej mężem (porządnym, dobrym chłopakiem), za to z rozwalonym żołądkiem od objadania się smażonym. I wciąż taki pozytywny, chociaż świadomy, że źle się dzieje. Pogodzony może nie tyle z losem, co ze sobą. Może nie szczęśliwy (bo nie wiem), ale raczej spokojny i zadowolony. Dwóch synów też wyrosło na niczego sobie ludzi. Tylko z jedną wnuczką (czyt. mną) jest problem, ale to zdarza się nawet w najlepszych rodzinach. I nie mówię teraz o tym bogatym dziadku, z wyższym wykształceniem, który sam od zera doszedł do wszystkiego i teraz utrzymuje trzy rodziny (moją też). Jakoś tak mam wrażenie, że kiedyś ludzie lepiej sobie radzili, chociaż czasy podobno były gorsze, bo trudne. Za PRLu to bym chciała żyć, gdyż miał on kilka bardzo pożądanych przeze mnie cech. Chociaż może sobie idealizuję i wmawiam, bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Na pewno nie odstraszałoby mnie stanie w kolejkach, nawet od bladego świtu. Przynajmniej miałabym coś do roboty i poczucie, że to coś jest naprawdę istotne, a nie tak jak teraz wstaję o 5 tylko w sumie po nic, bo mogłabym spać i do 10, a wyszłoby na to samo. I z dietą łatwiej by było, bo wszystko na kartki, więc kartki na czekoladę zamieniałabym na te na papierosy i oddawała miłości mojego życia, żeby szybciej go dobić rakiem i żeby ta paranoja się skończyła (żarcik taki). W każdym razie miałabym spokojną, pewną pracę, w której nie musiałabym się specjalnie wysilać, ani broń boże, być ambitna czy kreatywna (o zgrozo!). Tylko nie wiem, jak bym bez pisania bloga sobie poradziła.

Never


skomentuj || strona główna.


Lata mijają. Tęsknimy za tym, co było kiedyś, chociaż tak naprawdę nic się nie zmienia.

Never


skomentuj || strona główna.


Udaję, że nie lubię alkoholu, papierosów i narkotyków, bo wtedy ludzie nie dość, że mnie namawiają, to jeszcze wciskają za darmo. Ależ jestem sprytna i przedsiębiorcza.

Never


skomentuj || strona główna.


Znowu oglądam stare zdjęcia i wydaje mi się, że wtedy było lepiej. Że byłam szczęśliwsza. Przecież się uśmiechałam. I tylu ludzi było wokół mnie. Radośnie obejmowaliśmy się do zdjęć. Mam to wszystko udokumentowane. Byłam wesoła, bo piłam? Teraz też czasem piję i jakoś już taka ucieszona nie jestem. Cholerna pułapka wspomnień. Że zawsze było lepiej, niż teraz. Nie wiem, co gorsze, tęsknić za przeszłością czy żyć tym, co będzie kiedyś (jak schudnę, wygram w totolotka i wreszcie przyjdzie wiosna). Niektórzy żyją mając serca uwięzione w przeszłości, a umysły w przyszłości... nie dostrzegają teraźniejszości.

Never


skomentuj || strona główna.


- A jakbym chciała czekać z seksem do ślubu, to byłbyś ze mną?
- No byłbym.
- I co byś zrobił? Namawiałbyś mnie?
- Tak!
- Ale na ślub czy na seks?


Na jedno wychodzi. Prawie.

Never


skomentuj || strona główna.


Jako dziecko zawsze chciałam mieć zwierzątko. Świnkę morską rodzice kupili dopiero jak byłam nastolatką. Nie był to co prawda piesek, ale świnka też fajne zwierzątko. Szkoda, że tak krótko żyją. Zrobił mu się jakiś guz. Zmarł kilka godzin po operacji. Leżał w klatce, w moim pokoju z wygolonym futerkiem. To był Wielki Piątek. Piekliśmy ciasta. Od czasu do czasu zaglądałam do Kubusia. Za którymś razem już się nie ruszał.

I czasem tylko mi smutno, jak przypominam sobie śmierć Kubusia. Przywiązałam się. Mieszkał ze mną kilka lat. Zżyłam się z tym zwierzątkiem, chociaż nie lubię zwierząt i nie jestem zbyt uczuciowa. Ale to był mój zwierzaczek. Mój Kubuś. Za każdym razem jak sobie o tym przypominam zalewam się łzami. I myślę, że śmierć zwierzątka jest tak samo ciężka jak śmierć bliskiego człowieka. To było tylko zwierzątko. Minęło już tyle lat. A ja cały czas płaczę ilekroć o nim myślę. Dlatego staram się nie myśleć.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u