Znowu. Ale to nie tak, że ja mam problem z odmawianiem. Że nie chcę, ale nie potrafię odmówić. Że wiem doskonale, że nie powinnam, ale to silniejsze ode mnie. To nie do końca tak. Mój problem polega na tym, że ja nie widzę problemu. Teoretycznie wiem, że nie powinnam. Że to złe. Do niczego nie prowadzi i takie tam bla bla bla. A w praktyce ja nie odczuwam żadnych specjalnych powodów, dla których miałabym żałować czy chcieć przestać. Nie odmawiam, bo nie widzę powodu. Sama nie zaczyna, nie proponuję. Ale jak ktoś rzuci pomysł, no to w sumie czemu nie. Nie mam tak, że po fakcie umieram, żałuję i obiecuję sobie że już nigdy więcej. Po fakcie po prostu normalnie żyję dalej. I nie ma to dla mnie specjalnego znaczenia. Było to było. Będzie jeszcze to będzie. Nie to nie.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u