Zawsze byłam bierna. Czekałam, aż wszystko samo się zrobi. Aż samo przejdzie. Samo się załatwi. I często tak właśnie było. Czekałam, aż zaburzenia odżywiania same miną. Minęły. Czekałam aż krwawienie w ciąży samo ustąpi. Ustąpiło. Nie wykupiłam tej recepty na duphaston. Czekałam aż kolano po biegowej kontuzji przestanie boleć. Po tygodniach przestało. A za drugim razem już nie czekałam. Pobiegłam i tak. I też przestało boleć.

Jak byłam dzieckiem miewałam w nocy straszne bóle brzucha. Później już przestałam mówić o tym rodzicom, bo następnego dnia nie pozwalali mi jeść nic poza sucharkami i lekkostrawnym obiadem. Bo ten potworny nocny ból brzucha ustępował wraz z nadejściem świtu. I wszystko już było ok. Aż do następnego razu.


Pamiętam ten dzień. Nie wiem, ile miałam wtedy lat. Albo przedszkole albo wczesna podstawówka. Wstałam nad ranem zrobić siku. Na podłodze leżał tata z zakrwawionym łukiem brwiowym. Przeszłam nad nim, zrobiłam siku, wróciłam do łóżka i udawałam że nic się nie stało, czekając aż kiedy obudzę się ponownie wszystko będzie ok. I było.

Bierność. Może dlatego, że tyle razy mi się upiekło.


Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u