Od dziecka miałam mnóstwo ambitnych planów na życie, na przyszłość, na sukces i na zawładnięcie światem. I z reguły na planach oraz odkładaniu ich realizacji na późniejszy termin się kończyło. Taka niemoc twórcza.

Jedyną rzeczą, którą sobie zaplanowałam jako dzieciak już w pierwszej klasie podstawówki i którą udało mi się w końcu, pod koniec pierwszej klasy liceum, zrealizować było schudnąć tak, aż wszystkim szczęki opadną, aż mnie nie poznają, zaczną dokarmiać i dopytywać, czy przypadkiem nie mam anoreksji. A i jeszcze podczas studiów umyśliłam sobie, że będę pracować w pewnym miejscu i tam właśnie pracuję. A praca prawie znalazła mnie sama, tylko trochę szczęściu pomogłam. A i jeszcze umiem szpagat, ale tego nigdy nawet nie ośmielałam się planować, że osiągnę. Poza tym schudnięciem to wszystko w moim życiu działo się przez przypadek, zupełnie nie wiem jak i kiedy. Nawet z tą pracą usłyszałam od najbliższej osoby, że trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno. I teraz powtarzam to sobie, kiedy chcę sobie dojebać.

A planów nadal mam mnóstwo, aż głowa dymi. Robić biznes, zrobić wielką karierę, pisać książki, zarabiać, być szczęśliwą, naprawić swój związek, naprawić swoją głowę, mieć przyjaciół, nie płakać co wieczór pod prysznicem i nie walić głową w ścianę. Oczami wyobraźni widzę siebie, wielką artystkę, pisarkę, samozwańczą specjalistkę od szczęścia, zdrowia i urody. Uśmiechniętą, zabawną, swobodną, inteligentną, lubianą, szanowaną i po prostu fajną. Tymczasem przerasta mnie zrobienie szablonu na bloga, przerasta mnie napisanie sensownej notki, nawet sensownego komentarza. Pisanie na klawiaturze, gdzie odpadło "e", a spacja się zacina mnie przerasta. Przerasta mnie myślenie. Nie umiem nic wymyślić. Niemoc twórcza. Nic się w moim życiu nie dzieje. Rzeczy dzieją się tylko w głowie. I to takie, które nikogo nie obchodzą.

Cały czas myślę, ile rzeczy zrobię, że już nie długo, że już za chwilę, tymczasem przynoszę tylko do domu nowe kosmetyki z redakcji, dodatkowo dwa razy w tygodniu odwiedzam drogerię, maluję się, smaruję, pachnię i udaję ładną i fajną. A po domu chodzę w starej aseksualnej podkoszulce, którą mama mi dała, żebym sobie szmatkę z niej zrobiła. No chodziłam, bo mi ją w końcu chłopak podarł, na mnie, bo nie wytrzymał tak musiała być ohydna. Dobrze, że mam jeszcze drugą taką. I te cholerne siniaki na kolanach rodem z dowcipu obrazkowego to nie od robienia loda, tylko od wycierania podłogi jak kopciuszek pierdolony. I nie robię nic, nic, absolutnie nic. Z nikim nie rozmawiam, z nikim się nie widuję, niczego się nie uczę, nie czytam, nie ćwiczę. Nie mam siły, nie mam motywacji, nie mam szans. Na nic. Niemoc twórcza.

Never


skomentuj || strona główna.


Za mało słów by opisać. Luty okazał się złym miesiącem. Dobrze, że już się kończy. Boję się, co jeszcze zgotował.

Dużo smutku, samotności i przykrych, mocnych słów. Albo totalnie obojętnego milczenia. Nie wiem, co gorsze. Złośliwość czy mijanie jak powietrze. Chciałabym się kiedyś uodpornić, tymczasem każdy cios coraz bardziej mnie osłabia. Rozpadam się. Jestem sama. Zbyt dużo bólu.

Przez cały miesiąc koniecznością był wodoodporny tusz do rzęs, żeby można było płakać. I rozpuszczone włosy, którymi można było zakryć smutek. Złe miejsce, zły czas. Zawsze, kiedy myślę, że już jestem silna, że już mogę być silna, dzieje się coś i wtedy się rozpadam. Jestem pęknięta w środku. To wszystko minie. Trzeba przeczekać.

Pęknięta i źle zrośnięta. Tyle blizn. Skrzywiona psychika. I ten potworny strach. Strach przed wszystkim. Strach o wszystko. I ciągły ból. Standard. Witaj w moje bajce.

Never


skomentuj || strona główna.


Szukam cię w odbiciu szyb. Szukam cię w podmuchach wiatru. Szukam cię w wieczornych ciemnościach. Odwracam się za siebie. Nadsłuchuję. Szukam cię, a ciebie nie ma. Czekam na zimnie, na deszczu, na dworcu, w pustym domu. Czekam na ciebie, ale ty nie przyjdziesz. Nie ma cię. Nie ma cię gdy moje życie spada w dół. Nie ma cię gdy wszystko łamie się na pół. Nie ma cię i nie wiem już gdzie jesteś. Nie ma i nie będzie. A ja dalej cię szukam. Dalej na ciebie czekam. Nadal wypatruję, nadsłuchuję i sprawdzam, czy telefon się nie zepsuł, czy nie mam wiadomości na fejsbuku. Ale nic się nie dzieje, nic nie ma. Szukam cię w przeszłości. Szukam cię w przyszłości. Zawsze będę czekać i zawsze będę pamiętać. I cały czas wierzę. Snuję się samotnie w towarzystwie własnych wspomnień i urojeń. I cały czas wierzę, że w końcu pojawisz się znikąd, staniesz przede mną, wyjdziesz zza rogu, pobiegniesz za mną i mnie dogonisz. A ciebie cały czas nie ma. Najgorsza jest samotność, kiedy coś straciłeś i kiedy cały czas czekasz, że to wróci. I żyjesz już tylko po to i tylko dla tego. Już nie dla siebie, a dla bezpowrotnie utraconej przeszłości. I nic już nie będzie lepiej, ani jak kiedyś. Kiedy coś się popsuje możesz nie mieć nic albo mieć to popsute. I nie wiem już, co bardziej boli. Dlatego cały czas szukam. Szukam cię.

Never


skomentuj || strona główna.


Wszystko jest jednym, nic nie jest stałe.

Są dni, kiedy nie mogę spać. Kiedy przewracam się w nocy z boku na bok. Kładę głowę na poduszkę, przykrywam się kołdrą, ale sen nie chce przyjść. Są też dni, kiedy padam z nóg. Kiedy zasypiam przed 21, a nazajutrz nie mogę się rano zwlec z łóżka. Tylko spać, spać i spać.

Są dni, kiedy moja wydajność osiąga poziom minus któryś. Przez cały dzień praktycznie nic nie robię, a jestem cholernie zmęczona. Są też dni, kiedy robię wszystko, a zrobiłabym jeszcze więcej, gdyby doba miała więcej godzin.

Są dni, kiedy nienawidzę, bardzo się boję, cierpię i tak cholernie wszystkiego żałuję. Tak, że chciałabym uciec, zapomnień i nigdy nie wrócić, a najlepiej nigdy się nie urodzić w ogóle. Smutek absolutny. Są też dni, kiedy kocham, kiedy jest mi dobrze, kiedy czuję się bezpieczna i chcę, żeby to trwało.

Różne są dni w moim życiu.

Wszystko jest jednym, nic nie jest stałe.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u