Śmieszy, jak bardzo ludzkie wyobrażenia o mnie rozmijają się z rzeczywistością. Nie boli, nie smuci, nie irytuje tylko bawi. Bawię się wami podrzucając kolejne fikcyjne wątki, a wy łapiecie się na tę marną prowokację i tworzycie sobie wizerunek osoby, którą nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę. Osoby, której nie ma. Tak łatwo wami manipulować. Wystarczy lekko was obrócić a już zmierzacie w wyznaczoną stronę. Zanim cokolwiek pomyślisz przypomnij sobie, że to nie ja rozpoczęłam tę grę. Grę w stereotypy, skróty myślowe, utarte schematy i pozory. Grę w ocenianie. Ja tylko przyjęłam wasze zasady. Czasami nic lepszego nie możesz zrobić.

Miej pretensje o zasady, nie obwiniaj za nie gracza.

Wciąż nie wiem, co czeka na mecie. Nie wiem, o co toczy się ta gra. Nie wiem nawet, czy chcę w tym uczestniczyć. Tylko resztki instynktu samozachowawczego podpowiadają, aby nie pozwolić nikomu zamieszkać w sercu. Bo odchodząc wyrwie je z piersi. Co weźmiesz do serca, to zostanie w nim na zawsze. Bezpieczniej jest nikogo ani niczego nie wpuszczać do serca. I przed nikim nie otwierać umysłu. Nie bez powodu myśli się bezgłośnie. Nie bez powodu myśli nie widać. Nie jest zbyt mądrze ryzykować wszystko dla chwili, bez certyfikatu autentyczności na dodatek.


Never


skomentuj || strona główna.


Cały czas powtarzam jak pierdolona płyta, co się zacięła, że u mnie spoko, w porządku, będzie dobrze wierzę, dam radę wiem to. Uśmiech na ryju. Wybielane ząbki na wierzchu. I hahaha hihihi. Jasne, nic nie szkodzi. Nie, nie mam pretensji. Wcale mi nie jest przykro. Tak, wygrywam życie i z każdym dniem jest coraz lepiej.

A w rzeczywistości zamykam się w kiblu pod pozorem zatwardzenia i ryczę zużywając do wycierania łez po jednej rolce papieru na każde posiedzenie. Zapłakane oczy tłumaczę alergią na eyeliner, deszczem i brakiem wodoodpornego tuszu.
Jest mi źle. Nie radzę sobie. Nie umiem. Nie wiem nawet dlaczego ani co zrobić, żeby było lepiej. Kamyk w głowie mnie uwiera.

Ustatkuj się.
Weź się w garść.
Przestań się nad sobą użalać.
Umiesz, tylko nie chcesz.
Boisz się żyć.
Uwierz.
Spróbuj.
Wmawiasz sobie.


Spierdalaj. Albo nie. Zostań ze mną. Po prostu bądź przy mnie. Lepiej nic nie mów. Lepiej nic nie rób. Po prostu bądź. Daj mi odczuć, że nie jestem sama. Że chociaż nie rozumiesz ani nie akceptujesz będziesz przy mnie mimo wszystko. Albo może jednak spierdalaj. Nie chcę litości i pobłażliwych spojrzeń.

A może to ty jesteś głupi i ograniczony, skoro nie potrafisz zrozumieć, chociaż tłumaczę jak dziecku używając różnorakich porównań, aby zobrazować sytuację.

Po co w ogóle nad tym myślisz, zamiast normalnie przyjąć do wiadomości, że jest tak, jak mówię?

Nigdy nie wiadomo, co kogo zżera. Nawet zwykła błahostka może urosnąć do niebywałych rozmiarów, kiedy wpadasz w pewien stan umysłu. A najgorszy rodzaj udręki to taki, którego sam nie potrafisz wyjaśnić ani zrozumieć, ani nawet ogarnąć myślą. Przygniata cię niczym płyta z ołowiu spod której nie sposób się wydostać. [Charles Bukowski]


Never


skomentuj || strona główna.


Pijąc lepiej siedzieć na ziemi. Przynajmniej nie masz już z czego spaść. Owszem, opowiadałam o moich najintymniejszych sprawach w tramwaju, ale był to tak pijacki bełkot, że nikt nic nie zrozumiał. Ze mną włącznie. Klasycznie zawsze w połowie imprezy muszę sobie uciąć półgodzinną drzemkę, żeby było dobrze i normalnie.


Czemu się nie śmiejecie? Przecież to śmieszne. Jak chciałam sobie podciąć żyły, ale w rezultacie tylko ogoliłam nogi. Albo jak udowodniłam matce, że noże w naszym domu wcale nie są tępe. Czy jak przestawiałam szafę, żeby wydostać wrzucone za nią trzy tabliczki czekolady. Jak gaszę światło i czołgam się po mieszkaniu, żeby pukający do drzwi nie zorientował się, że jestem w środku.

Never


skomentuj || strona główna.


Będę dzisiaj taka awangardowa, alternatywna i inna niż wszyscy. Zamiast ulec tej popularnej modzie na pierdolenia walentynek jestem ponad to. Pójdziemy na spacer, a ja będę trzymała w dłoni czerwoną różę, Natomiast wieczorem zjemy romantyczną bombonierkę-serduszko przy świecach wiadomego kształtu.

Never


skomentuj || strona główna.


Nie pamiętam. 80% snów, 2/3 przeczytanych książek i połowy wydarzeń z mojego życia. Mogę zapomnieć o ranach, ale blizny zostaną. Zapewne nie zdaję sobie nawet sprawy jak wielki wpływ na moje zachowanie ma wszystko to, czego nie pamiętam. Pisanie to taka rozpaczliwa próba uchronienia wspomnień przed zniszczeniem. Oszukuję się. Ja tylko przedłużam ich żywot. Nawet tu w cyberprzestrzeni nic nie zostanie na wieczność. Zawsze nie istnieje.

Never


skomentuj || strona główna.


Każdemu czasem coś się nie udaje. Każdy czasami czuje przejmujący chłód przenikający na wskroś kręgosłup. Albo duszące gorąco rozlewający się po ciele. I gorycz w żołądku podchodzącą do gardła. Ja mam tak właśnie dzisiaj. Bolą nawet włosy i paznokcie. Każda czynność budzi lęk. Bezczynność również. Kamyk w głowie uwiera coraz bardziej.


Doświadczamy, obok rozlicznych cierpień, poczucia kompletnej aczasowości, jakby bóg wykopał nas ze świata. Nie wiemy, czy nastał ranek, czy dzień dobiega końca. Nie jesteśmy głodni ani syci i nie interesuje nas nic, poza biernym przeżywaniem nieszczęścia, jakie ściągnęliśmy sobie na głowę.
[Łukasz Orbitowski – Święty Wrocław]



Never


skomentuj || strona główna.


- Nie mogę wchodzić tak z butami w twoje życie.
- Nikt nie każe z butami. Możesz je zdjąć przed drzwiami do mojego świata.


Błagam zwracajcie mi uwagę na błędy i literówki. Może być w księdze gości. Wtórny analfabetyzm jest grany coraz częściej.

Never


skomentuj || strona główna.


Błagam stosujcie wobec mnie taryfę ulgową. Ja wam przecież oszczędzam prawdy o tym jak ślepi, głupi i żałośni jesteście. A wiecie czemu? Nie, nie dlatego że jestem fałszywa i zakłamana. Oszczędzam wam tego, bo wiem że poza sprawieniem wam przykrości niczego moje szczere słowa nie zmienią. Więc morda w kubeł i milczę. Tak jest lepiej, uwierz.


♫ Tałi - Świat marionetek
Znów stoję nad brzegiem rwącej rzeki
i proszę wybacz on utonie
nie pomogę mu, bo sam nie umiem pływać
mam uwierzyć, że dam rade bo wiara czyni
cuda rzucić się w sam środek, bo tak trzeba
wierząc, że się uda?
Nie jestem obojętny przecież mi zależy
to nie jest tak że nie wierze
ja już nie wiem jak wierzyć.
Widzę co się dzieje i chciałbym ciebie posłuchać
ale nie wiem, (nie wiem) nie wiem gdzie cię szukać


Never


skomentuj || strona główna.


Nie wiem, po co miałabym się starać, kochać, żyć cokolwiek, skoro i tak jestem gruba. Może gdybym potrafiła być chuda gra byłaby warta świeczki. A tak to pierdolić wszystko i dziwić się, że wszystko odwdzięcza się tym samym.

Kłamstwo = koniec. Nie to, że jestem zła czy mam żal. Po prostu już nigdy nie będę umiała zaufać. Chociaż bym chciała. Naprawdę bym chciała. Tak samo jak bym chciała móc pić tigera bez odruchów wymiotnych. Ale co się stało to się nie odstanie. Ciało i umysł nie zapomną i będą się bronić, bez względu czy ja tego chcę czy nie.

Nie wiem. Nic już nie wiem. Nie żebym normalnie wiedziała. Normalnie nie zwracam na to uwagi. A dzisiaj czuję swoją niewiedzę jak nigdy dotąd.

Never


skomentuj || strona główna.


Ta notka celowo jest taka dłuuuuuuga. Jak się ktoś zorientuje dlaczego, to proszę zachować tę wiedzę dla siebie. Z góry dziękuję.

Bo wstyd mi sobą być.


Nie ma co rzygać nad przeszłością. Czasami nie wiadomo, czy to czerwone co leci z gardła to krew, sałatka owocowa czy tanie wino. Budzisz się z resztkami zaschniętych rzygów w nosie. Budzisz bez majtek. Jak słodka blondynka, co kręci jej się w głowie, bo znowu nad ranem obudziła się w rowie. Albo nie budzisz się w ogóle. Pijesz wódkę z bezdomnymi na ulicy i prosisz przechodniów o drobne. Przemierzasz miasto nocą z ruskim szampanem w ręce drąc ryja zawsze i wszędzie policja jebana będzie. Wkładasz język do gardła wszystkim, którzy staną ci na drodze. Albo ładujesz im pięść w oko. Rzucasz kamieniami w wystawy sklepowe, okna albo w górę i czekasz aż spadną ci na głowę. Wypijasz ćwiartkę duszkiem, następnie rozbijasz sobie butelkę na głowie i tniesz przedramiona. Szukasz kogokolwiek, kto zabrałby cię do siebie. Na chwilę, na noc lub na zawsze. Głęboko zaglądasz obcym w oczy i prosisz o akt łaski. A oni wierzą połowicznie, tzn. tylko w desperację. Szorujesz pięściami o mur i piszesz krwią swoją ksywkę na ścianie. Obrzucasz wszystkich dookoła gównem ze swojej głowy. Płaczesz bez powodu, śmiejesz się gdy wypada uronić łzę. Zdrapujesz sobie paznokcia z małego palce u nogi. Przykrywasz się zwłokami martwego zwierzęcia i zapadasz w sen, który graniczy z utratą przytomności. Srasz na zielono. Smarkasz na fioletowo. I kochasz na niby. Czytasz książki albo klasykę albo jakieś niepopularne. Dużo czasu spędzasz w tramwajach i autobusach czując się tam poniekąd jak w domu. Rozsiadasz się wygodnie, jedziesz na drugi koniec miasta i powrotem. Patrzysz w szybę i szukasz inspiracji w ujebanych siedzeniach lub na ochlapanej błotem szybie. I znowu krew z nosa kapie na stół. Z lubością rozcierasz ją na obrusie, a rękę wycierasz w firankę. Wzdychasz, wzruszasz ramionami, odpisujesz na maile, jesz czwartą czekoladę tej godziny. Otwierasz okno, siadasz na parapecie, tak że nogi wesoło dyndają. Spada ci kapeć. Prosto w błoto. Albo na balkon sąsiada z dołu. Gorzej jak wymachujesz intensywniej, a spada glan prosto w czyjeś okno. Oj tam oj tam rodem z fejsbuka. I mina rodem z nk. I audycja na fotkatiwi. Dzwoni telefon. Zdrapujesz strupy. Przykładasz przedramię do brzegu rozgrzanej patelni. Z trudem powstrzymujesz się przed wbiciem sobie śrubokrętu w oko. Wchodzisz na hcfor, bo sadistic jest dla idiotów. Śledzia przegryzasz batonem. I znowu ta sama piosenka. W kółko dziesięć wybranych utworów. Wyjątkowo prostackich, dołujących i nagrywanych kalkulatorem. Nerwowy F5. Nadchodzi wieczór. Skoro puszkę kukurydzy można otworzyć młotkiem, to butelkę piwa można siekierką. A później odrąbać komuś nogę. Po pijaku się nie liczy. To nie ja, to alkohol. Puste butelki wyśmiewały się z pijaków. Uciekasz. Biegniesz przez puste ulice potykając się o własne sznurówki. Albo roztrącasz ludzi dookoła. Miasto cię zniszczy, skuje i osądzi. Kwadratowe budynki pokażą kto tu rządzi. Cokolwiek zrobisz. Nie ma powrotu do normalnego świata. Możesz wejść na gumtree i napisać wyznanie. A później umawiasz na weekend w góry z facetem, którego znasz tylko z maili. Bez pytania o nazwisko, skończoną szkołę czy broń boże zdjęcie, bo przecież wygląd nie ma znaczenia. Pijecie na pół jabola i zasypiacie w jednym łóżku. Normalna sprawa. I wbrew oczekiwaniom widowni on nie okazuje się być zboczeńcem, złodziejem, psycholem ani nawet brzydalem czy nudziarzem. Publika jest zawiedziona. Padają protesty, że ta sztuka jest zbyt naiwna, że w życiu takie historie się nie zdarzają, że masz wypierdalać z tymi bajkami dla dzieci do przedszkola. Nie wypierdalasz nigdzie. Widownia również zostaje. Ale traci cierpliwość, gdy nie zakochujecie się w sobie. Bo skoro nie okazał się zboczeńcem, złodziejem, psycholem ani nawet brzydalem czy nudziarzem to dlaczego do chuja wafla nie mogliście się w sobie zakochać? Co to za historia w ogóle? Pani z pierwszego rzędu wkłada sobie dłoń do gardła i zaczyna prowokować wymioty. Z jej ust wylatują chuje muje dzikie węże. Dawno już chciałaś zjeść, a następnie wyrzygać cały świat. Deptasz wszystko buciorami. Wbijasz obcas w serce, w mózg, z wątrobę, śledzionę, nerki. Byłaś wymarzonym, wyśnionym dzieckiem i wszystko zniszczyłaś. Wszystko zniszczyłaś. Matka chwyta cię za dwa kucyki i szarpie. Za karę. Szarpie za włosy aż upadasz na wannę. Idziesz do pokoju i smarkasz w pluszowego misia. Kiedyś zdobędziesz moc i zniszczysz wszystkich. Zrobisz tak, żeby cierpieli jak ty lub bardziej. A później dorastasz. Rośnie ci biust i włosy pod pachami i na wzgórku łonowym. Tracisz umiejętność marzenia i nienawidzenia. W końcu tracisz umiejętność życia. Zostają ci tylko czynności fizjologiczne. I co wieczór coraz boleśniej uświadamiasz sobie jak żałosna i żenująca jesteś. Znowu zaryłaś szczęką o dno. Dno emocjonalne, intelektualne, moralne, estetyczne, literackie. Oglądasz seriale obżerając się top chipsami z Biedronki. Pakujesz puszkę van horna czy innego mocnego ścieku do torebki kupionej na przecenie w supermarkecie. Pakujesz się do tramwaju pełnego ludzi. Ktoś ci smarka na szyję, ktoś stoi na świeżo wypastowanym bucie, ktoś trzyma za dupę, ktoś grzebie w torebce. Dojeżdżasz na miejsce. Z trudem wyzwalasz się z uścisku tłumu. Pomimo zadyszki dziarsko pokonujesz cztery piętra. Z wdziękiem zrzucasz z siebie płaszcz. I kompletnie bez wdzięku, za to z jeszcze większym trudem próbujesz pozbyć obuwia ze stóp. Luzacko opadasz na fotel obowiązkowo uderzając głową o szybkę w kredensie. Cud, że jeszcze nigdy nie pękła. Pęka tylko guma. I ludzie. Ludzie pękają. Smutne. Otwierasz więc tę pieprzoną puszkę i w tym momencie spieniona zawartość zalewa wszystko dookoła. Nic się nie stało. Nic nie pobije zarzyganej ściany. Ale w akademiku, więc też nie ma się co przejmować. Masz wyjebane jak Firma. Szczególnie jak twoje pijane, nieprzytomne, rzygające zwłoki zabiera ze schodów pod klubem karetka. Detoksykacja, nawodnienie dożylne, cewnikowanie i jeszcze kilka innych świadczeń. I zalecenie lekarza: opamiętanie. Więc opamiętaj się dziewczyno. Błagam cię opamiętaj się w końcu. Przestań się niszczyć, przestań sobie szkodzić i przestań ryzykować. Ale czemu i po co? Bo tak trzeba. E tam. A więc w tym momencie lacha w konsekwencje. Znowu kiwasz głową idziesz dalej, bo masz na to wyjebane. Okrywasz się męską bluzą, wtulasz w nią twarz, po policzku spływa łza, patrzysz w niebo na księżyc i wypatrujesz wpadającej gwiazdki, chociaż i tak nie wiedziałabyś, o co ją poprosić.



Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u