Jak można iść na – 4 [słownie: minus cztery] browary?
Pijesz w domu 4 browary, a później wychodzisz np. do pubu i rzygasz tymi browarami. I to jest wychodzenie na – 4 browary.



Dawno nigdzie nie byłam. I pewnie długo nie wyjdę. Z prozaicznego powodu. Tyłek mi się w gacie nie mieści. Ale pracuję nad sobą. Tzn. nad swoją dupą. Żeby była mniejsza i mniej towarzyska. Biegam, skaczę, robię pompki, przysiady. Staram się nie wkładać do ust niczego, co ma mniej niż 10% białka i więcej niż 5% węglowodanów. Pozornie różnica wydaje się niewielka, ale 10% białka to mega dużo, a 5% węglowodanów to malutko.

Rynek nocą. Kraków – to tam, gdzie Anglicy szczają na chodniki.

Tęsknię.

Chyba jednak wybiorę się do Galerii Krakowskiej po spodnie w większym rozmiarze, a później upoważnione do tego osóbki kopną mnie w gruby tyłek i będą miały rację.

Znowu robię się aspołeczna. Znowu się izoluję. Dzisiaj nie poszłam z koleżankami na piwo w przerwie przed wykładem. [Na wykład nawiasem mówiąc też nie poszłam]. Wczoraj nie chciałam iść na miasteczko na grilla. I mam obawy, że tak naprawdę wcale nie o spodnie chodzi. Ania się pyta, co się stało, że ja nie chcę iść. Mówię, że jest ok. Tak naprawdę to nic się nie stało, ale ok. nie jest.



Edit. 21:24
Wszystkiego najlepszego Wojtuś. Zdrowia, szczęścia. Spełnienia marzeń to może niekoniecznie, bo nie wiem, o czym marzysz. Naprawdę szkoda i bardzo mi przykro, że wyszło, jak wyszło. Widocznie tak miało być. Tak będzie lepiej. Dla Ciebie. Żeby Ci żelek i pepsi nigdy nie zabrakło. Happy Birthday.


Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u