Od jutra. Od poniedziałku. Ileż to razy powtarzałam na głos lub w myślach tę magiczną mantrę. I czasami naprawdę w to wierzyłam. A czasami zaczynałam od zaraz, w środku tygodnia, tak dla jaj i z ciekawości bez jakiejkolwiek wiary. I wtedy się udawało. To był 15 maja 2007. Dzisiaj mamy 19 kwietnia 2009. I przysięgam się poprawić już od jutra. Nie rezygnuj z celu, tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu. Czas i tak upłynie. Sukces należy się tylko silnym. Mierz swój sukces włożonym w niego wysiłkiem. Zrozumiesz kiedyś, że to co dziś wydaje się poświęceniem, kiedyś okaże się najlepszą lokatą w twoim życiu. Ból jest tak silny jak mu na to pozwalasz. Impossible is nothing. Zatracić poczucie własnych ograniczeń. Potęga kontroli. Wiara w siebie. Musisz być silna i wyjątkowa już od teraz. Gorzki lek najlepiej leczy. Nie rób nic, czego później będziesz żałować. Wszystko zależy od silnej woli. I tak bym chciała sobie znowu wyprać mózg. Ale za stara jestem. Zbyt mądra, a może po prostu zbyt cyniczna już. Nigdy już nie wróci. Nic już nie będzie takie samo. Z każdym dniem jest coraz trudniej. Wiedza i doświadczenie wcale mi nie ułatwiają sprawy. Nie myśleć, klapki na oczy, uszy i inne części ciała. Wykonać plan. Po prostu. Nie czuć nic.

Smutno mi i źle. Darek to ten chłopak, co jak go zobaczyłam to niemalże orgazmu doznałam. Wizualnie mój typ. Łysy, przypakowany i w dresie. Niestety, kiedy otworzył usta jego urok wyparował. Nie chciałabym pisać o koledze z osiedla, który wychował się w tej samej patologii co ja, chodził do tej samej szkoły i kupuje piwo w tym samym sklepie, że jest tępy i durny. Ale on jest tępy i durny. Nie pamięta, co do niego mówię, bo nie słucha, bo go to nie obchodzi. Bardziej obchodzą go moje cycki. Generalnie moje ciało, głównie od gardła do kolan. Jego poczucie humoru jest takie, że niech on tylko nie próbuje żartować. Bo to jest albo żałosne, albo chamskie. Nic do niego nie dociera. Niby wychowaliśmy się na jednym osiedlu, ale to są dwa światy. Ja mu mówię, że muszę pobyć sama ze sobą, przemyśleć swoje postępowanie, zrobić rachunek sumienia, żal za grzechy...

Od jutra znowu zaczynam biegać rano. Po trzydniowej przerwie spowodowanej lenistwem, nieprzytomnością i niepoczytalnością w godzinach wczesno porannych oraz lenistwem po raz drugi. Co prawda moje bieganie zbyt często przypominało takie truchtanie i maszerowanie w rytm sapania. W egipskich ciemnościach, o których już tu wspominałam. No i największa beka, jak dochodzę do wniosku, że już mi biegania wystarczy i idę w tym swoich fioletowym dresie na huśtawkę. Déjà vu? O tym też już tu pisałam. No tak, dziury w mózgu. I nie tylko. Nogę też mam trochę podziurawioną. Zakleiłam sobie w końcu plastrem, żeby ludzi za bardzo nie straszyć. A jednak nie. Więc z huśtawką to Marcin powiedział, że to musi uroczo wyglądać. No ja nie wiem. To wygląda tak, że jakaś dziewczyna bladym świtem przybiegła sobie na plac zabaw pohuśtać się na huśtawce. Przytruchtała z zadyszką. Wstyd i żenada. Jak zwykle.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u