Co w tym złego, że nie ma umiaru? Korzystam z tego co mam, bo w każdej chwili mogę to stracić. Poprostu. Nie wiem jaka ja w końcu jestem. Naiwna czy łatwowierna? Beztroska optymistka czy negatywnie nastawiona pesymistka? Każdy mówi co innego. Opinie zaprzeczają sobie nawzajem. W sumie nic dziwnego. Coś takiego jak obiektywna opinia nie istnieje. Każdy patrzy na świat przez pryzmat swojej osoby. Czasami życie mnie przerasta. Wtedy jak ta mała dziewczynka chowam się w szafie przed potworem i czekam, aż sobie pójdzie, albo aż rycerz na białym koniu mnie uratuje. I teraz nie wiem. Potwór już sobie poszedł? Rycerz mnie uratował? Nie. Dalej siedzę w tej szafie i czekam cholera wie na co. Zawsze można spróbować uciec z szafy podczas snu potwora, albo wziąć kij i walczyć. Bóg dał ci pięści więc korzystaj z nich i walcz. Co z tego, że małe dziecko w zetknięciu z potworem nie ma żadnych szans? A może tak, jak w filmach zły potwór okaże się potworem o złotym sercu. I w każdym przypadku jestem skazana na czyjąś łaskę. Na łaskę potwora, rycerza lub łaskę losu. Właściwie wszyscy jesteśmy skazani na łaskę losu. Owszem coś tam możemy zrobić, ale nie ma to większego znaczenia w obliczu mocy Boga, praw natury, owej łaski i całej reszty. Potwór zasnął mogę spróbowac uciec. Próbuję. Potwór się budzi (oszczędzę drastycznych opisów). Koniec. Potwór zasnął mogę spróbować uciec. Nie próbuję. Zostaję. Potwór spał mocno przez kilkanascie godzin. Mogłam uciec, ale zmarnowałam tą szansę. Oczywiście opcje optymistyczne też istnieją. A co to za potwór w ogóle? Kim on jest? Pewnie wytwór mojej chorej wyobraźni. I co z tego? Wszystko w co wierzymy istnieje. Właściwie w szafie jest ciepło i przytulnie. Siedze sobie na miękkim kocu i czekam z nadzieją na ... Na cokolwiek co będzie optymistycznym zakończeniem tej historii. W końcu z głodu, pragnienie i całej reszty umieram. No i w końcu mam spokój i nie muszę już siedzieć w tej cholernej szafie. Nie, jestem w pełni świadomości, trzeźwa i w ogóle (tak, tam jest przecinek). A gdyby potwór to był strach przed śmiercią a szafa to życie? W takim wypadku wolnością byłaby śmierć. Nawet się mówi, że życie jest chorobą, świat szpitalem a śmierć lekarzem. Nie, ja się wcale nie chcę zabić (w wakacje???) tak poprostu sobie myślę, bo mam za dużo wolnego czasu. Odnośnie tej szafy to ja sobie w niej siedzę bo nie wiem co dalej. Gdybym musiała podjąć jakąś decyzję... chwileczkę brak decyzji to też decyzja. Nie ważne w każdym razie jeżeli już bym musiała coś zrobić (coś innego poza siedzeniem w tej nieszczęsnej szafie) to pewnie bym zabawiła się w wyliczankę. Zawsze tak robię. I żyję. Owszem zawsze mogłabym podjąć lepszą decyzję, ale gorszą też. A świat nie sobie pędzi a ja spokojnie stanę i będę obserwować chmury na niebie (o ile to możliwe z szafy).

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u