Mikołaja nie będzie. Nie dlatego, że nie ma śniegu. Nie dlatego, że byłam niegrzeczna. Poprostu go nie będzie. Smutne? Nie, zwyczajne. Choinka a na niej SZEŚĆ bombek i jeden łańcuch. Żałosne? Nie, smutne. Nawet się nie kłócimy. Lepiej po raz kolejny boleśnie ugryźć się w język, lub wbić igłę w przedramie. Lepiej przecież wyładować złość na sobie, niż na innych. Karpatka będzie z kakaem. Bo szukając w szafce suszonych śliwek zrzuciłam na nią kakao.

Ja wiem, jak będzie. Siądziemy wszyscy do stołu udając, że problemu nie ma. Że babcia Lucyna nie oddała swojej matki do domu starców. Że moi rodzice się kochają, albo chociaż szanują. Że ja nie katuję swojego ciała. Że jesteśmy normalną kochającą się rodziną. Że wcale nie czekamy, aż wreszcie ten wieczór się skończy. Siądziemy przy stole elegancko ubrani, z pięknym uśmiechem przyczepionym do twarzy. Zaczniemy przeżuwać mlaskając przy tym i wydając inne obrzydliwe dźwięki. Bo chociaż nie wiem jakby się człowiek starał nie da się schludnie zjeść makowca. Bo mak włazi między zęby. Zzaczniemy pieprzyć o polityce i pieniądzach. O żesz kurna. Zapomniałam na śmierć o dzieleniu się opłatkiem. Nie jestem pewna, czy w ogóle w domu jest opłatek. Zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i szczęśliwego nowego roku. Bo niby czego miałabym życzyć tym ludziom. Ttak naprawdę nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Chciałabym uciec. Gdzieś gdzie mnie nikt nie zna. Zacząć od nowa. Bez piętna przeszłości.

Nie lubię świąt.




Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u