Właśnie w takich momentach czuję się najbardziej sobą. Kiedy siedzę sama na ławce, zapłakana i zasłaniam się rozczochranymi, zniszczonymi włosami, żeby tego zapłakania nie było widać. Oto cała ja. Kupka nieszczęścia. Śmieć, z którym nikt się nie liczy. Takie nic. Żałosna kretynka i bezwartościowe gówno. Bardzo się czuję teraz sobą. W środę obroniłam magistra i to nie byłam ja. W pracy też nie, bo takie śmieci nie mają przecież pracy. Teraz jestem sobą jak płaczę i żalę się internetowi, bo bliscy ludzie mają w dupie mnie i moje uczucia. Przegrane życie cały czas.

Never


skomentuj || strona główna.


Jakbyś się poczuł, gdybyś obudził się obok trupa? Wyobraź sobie, że to ciepłe ciało, które od dwóch miesięcy leży obok ciebie każdej nocy, tego ranka okazuje się zupełnie zimne. Zupełnie zimne i zupełnie martwe.

Obudzić się obok trupa to chyba mniej drastyczne przeżycie, niż znaleźć zakrwawionego trupa pod prysznicem. Chciałam Umrzeć pod prysznicem, ale postąpiłam bardziej humanitarnie, niż planowałam. Ale też nie wyszło i to ja się obudziłam. Obok potwora. A później było jak w kiepskim filmie, o ile wiecie, o co mi chodzi. Moje życie to marna produkcja, a ja jestem aktorką bardzo tendencyjną. Scenarzysta zresztą nie lepszy. To on zjebał ten film. I teraz nie pozostaje już nic, jak tylko się ze swoją rolą pogodzić i spróbować ją polubić. Innego wyjścia nie ma. Każdy film się kiedyś kończy. Trzeba przeczekać.

Never


skomentuj || strona główna.


Pieniądze, przede wszystkim, należy oszczędzać, kiedy się je ma. Bo jak się już nie ma pieniędzy, to dużo się już nie naoszczędza. To jest właśnie rozwiązanie zagadki, dlaczego tuż po wypłacie nie kupuję prawie nic. Rozkręcam się z wydawaniem pieniędzy w połowie miesiąca, jak już mieszkanie zapłacone i nie ma już z czego oszczędzać. Ostatnio eksperymentuję z kąpaniem się przy zgaszonym świetle. Jeżeli w pokoju się świeci to własciwie w łazience jest wystarczająco jasno. A biorąc pod uwagę ile czasu spędzam w łazience, to oszczędność prądu w skali miesiąca może być duża.

Never


skomentuj || strona główna.


Zapewne niejeden mężczyzna: mąż, brat, ojciec czy współlokator zadaje sobie to pytanie. I zrozumieć nie może. I nie ogarnia. Co kobiety tyle czasu robią w łazience?

Przeciętnej kobiecie, jakby tak zsumować, pozornie drobne czynności związane z urodą zajmują całkiem sporą część dnia. Kobiety w łazience przeprowadzają depilację, myją włosy, robią peeling, nakładają maseczki, smarują się balsamem, piłują paznokcie, odsuwają skórki, wybielają zęby, masują uda i brzuch, układają fryzurę, robią makijaż, robią demakijaż, czasami kilka razy podczas jednej sesji łazienkowej. Nic dziwnego, że kobiety tak dużo czasu spędzają w łazience.

Szczególnie, że tak naprawdę kobiety w łazience myją lustra, myją umywalkę, myją wannę, szorują kafelki, wyciągają włosy (zazwyczaj nawet swoje) z odpływu, myją podłogę (tak, za pralką też), czyszczą, szorują, dezynfekują. Na błysk. Bo zadbana kobieta to taka, która oprócz perfekcyjnej fryzury i ciała ma również perfekcyjne mieszkanie. No a przynajmniej czyste i schludne, bo skoro nie założy poplamionej spódnicy, nie będzie się również kąpać w zagrzybiałej wannie.

Zagadka ludzkości, co kobiety tyle czasu robią w łazience, rozwiązana.

Never


skomentuj || strona główna.



Boję się, że wszystko pryśnie jak bańka z dnia na dzień.
Boję się i przykre jest to, że nic wtedy nie poradzę.
(...)
Boję się tak wielu rzeczy, wielu spraw
Nadzieja sprawia, że jak dzień mija strach.
Boję się i to tak się ciągnie od lat
Boję się, wiem, że koniec przyjdzie ot tak.



To zabawne, że bardziej się boję tego, co dopiero może się stać. A nie musi wcale. Bardziej, niż tego co się stało. Bardziej, niż tego co się dzieję. Wymyślam sobie różne okropności, żeby się ich bać. I wmawiam sobie, że to po to, aby się przygotować. Myślę, że zawsze boimy się tylko przyszłości. Tylko tego, co będzie, co może być. Bo kiedy to się dzieje nie ma miejsca na strach. Wtedy jest działanie, walka, ból, ucieczka. A strach jest zawsze przed, że to się stanie. I po, że to się powtórzy. Mogłabym pomiędzy słowem boję się, a nie chcę postawić znak równości. Logicznym jest chyba, że nie chcę tego, czego się boję. Albo po prostu nie chcę się bać.

Boję się, że powtórzą się wszystkie najokropniejsze wydarzenia z mojego życia. Boję się, że będę musiała przeżywać to jeszcze raz. Albo w nieskończoność. Boję się najgorszych scenariuszy, które codziennie przygotowuję sobie w głowie. Tak realistycznie, że czuję jakby to się działo. Boję się, że wszystko jest kłamstwem, a moje życie żartem. Boję się, że wszystko co dobre i ważne tylko sobie wymyśliłam, a tak naprawdę nie mam nic.


Strach paraliżuje łez więcej jak deszczu,
gdy Ty tak stoisz sam bezsilny w miejscu.
Świat - cały Twój świat nie ma sensu,
gdy brak, kogoś kto żyję w pamięci w sercu.




Never


skomentuj || strona główna.


Czuję się jak uboga krewna. Nawet nie tyle pod względem finansowym, co każdym innym. Mam wrażenie, że wszyscy dookoła mają mnóstwo przyjaciół, mnóstwo zainteresowań, czytają mnóstwo ambitnych książek. Na dodatek uprawiają sporty, podróżują po świecie i jeszcze coś tworzą. A w tym wszystkim potrafią nie zaniedbać rodziny ani domu. Wszyscy robią wszystko, mają wszystko, wiedzą wszystko, a ja takie nic. Uboga krewna. Bez przyjaciół, bez pasji, bez szczególnych umiejętności. Nawet psa mi się nie chce mieć. A jak już coś przeczytam, to nie pamiętam ani treści ani tytułu. I już nawet mi się nie chce zwalać winy na kogoś innego, że to o autorze świadczy.

Nie to, że mi źle z moim ograniczeniem. Źle mi tylko, jak konfrontuję siebie z ludźmi lepszymi ode mnie. Może to jest wytłumaczenie mojej aspołeczności i niechęci do ludzi. Że źle się wśród nich czuję, bo są lepsi. Ja jestem ubogą krewną. Jak siedzę sama ze sobą w swoim ubogokrewnym sosie jest ok. Cieszą mnie chińskie buty kupione na przecenie, smakuje tani batonik sygnowany logiem hipermarketu, satysfakcjonują spacery po parku w ramach weekendowej rozrywki. Nie chcę dużo, nie potrzebuję. Nawet wolę na wakacje pojechać na najbliższy camping niż do odległego kraju na innym kontynencie. Dobrze mi w moim życiu. Tylko czuję się gorsza. Bo jestem gorsza. I nie chcę być lepsza. Chcę być taka właśnie. Chciałabym tylko przestać czuć się źle. Przestać się porównywać na swoją niekorzyść. Przestać porównywać w ogóle.

Never


skomentuj || strona główna.


6 grudnia już niedługo. Czas leci bardzo szybko. Co byś chciał dostać na Mikołaja? Powiedz też o tym, czego na pewno nie dostaniesz ale chciałbyś. Nie spełnię niemożliwych życzeń jak złota rybka, ale poznam cię dzięki nim lepiej. A moje nierealne marzenia? Nie mam. Nie pragnę rzeczy, których nie mogę, bo to nie kończy się dobrze. Ja bym chciała spacer i drapanie po pleckach. Może jeszcze smaczną herbatkę i pachnący żel pod prysznic. I chusteczki do płakania. I będę szczęśliwa. Na swój depresyjny sposób.

Never


skomentuj || strona główna.


Smutek bez powodu nigdy nie jest bez powodu.

Never


skomentuj || strona główna.


- Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że jest śnieg.
- Serio? O rany.
- Tak. To znaczy na dachach jest śnieg.
- Dobrze, nie będę chodzić po dachach.

Never


skomentuj || strona główna.


Przeczytałam kiedyś artykuł mówiący, że miłość trwa trzy lata. Oczywiście wtedy się tym nie przejęłam, bo nie miałam miłości po pierwsze, a po drugie wiadomo, że artykuły to brednie i nieraz w jednej gazecie drukują takie, które wzajemnie sobie zaprzeczają. Ale może to i dobrze, że dają czytelnikowi różne punkty widzenia, a nie karmią jedyną najprawdziwszą prawdą.

A wracając do miłości, która trwa trzy lata, to coraz bardziej o tym myślę, bo właśnie zbliżają się moje trzy lata (o ile dobrze liczę). Na początku było idealnie. Pierdyliard smsów, długie rozmowy, dużo głębokich, ważnych słów prosto z serca, ciągłe deklaracje o milości, że jestem ważna, najważniejsza, jedyna, że zawsze na zawsze. Bajka. A z czasem było gorzej i mniej tego wszystkiego. Mniej smsów, mniej rozmów - więcej kłótni. Skończyło się odprowadzanie do domu, skończyły się romantyczne smsy na dobranoc, skończyły się smsy i telefony w każdej wolnej chwili, skończyło sę bycie najatrakcyjniejszą, najciekawszą, najważniejszą i jedyną. Niby normalna sprawa. Mija etap zakochania i przychodzi stabilizacja.

Od jakiegoś czasu się martwię, bo dotarło do mnie, że powoli stopniowo, ale w ogóle przestaliśmy ze sobą rozmawiać o rzeczach ważnych. A każda taka próba, o ile jakimś cudem została podjęta, kończyła się w najlepszym wypadku niczym, a w najgorszym kłótnią i (prawie)rozstaniem. Powoli też przestały padać słowa kocham cię. Mieszkamy razem, a nieraz czuję się bardziej samotna niż kiedy on mieszkał pięćdziesiąt kilometrów ode mnie. Zazwyczaj czuję się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Żyjemy obok siebie. Praca, zmęczenie, całe dnie poza domem. W weekendy nie zawsze jest lepiej. Jesteśmy sobie coraz bardziej obcy. Coraz mniej mówimy. Nie wiem, czy to kryzys, jakiś błąd, naturalna kolej rzeczy i miliardowy już symptom, że to jednak nie jest to.

Nie można ciągle żyć przeszlością. Kiedyś byliśmy dla siebie wszystkim, a teraz coraz częściej mam wrażenie, że coraz bardziej jesteśmy niczym. Echem przeszłości, wyrzutem sumienia, przyzwyczajeniem, bezpieczną i znajomą opcją, w której wygodniej jest trwać tak długo, jak długo to możliwe. Smutne przemyślenia o miłości z samego rana. I jedyna dobra rada - porozmawiać. A my przecież już ze sobą nie rozmawiamy. Bo nie umiemy, nie ufamy sobie, nie uważamy żeby to było ważniesze i potrzebniejsze od zakupów czy snu.

Czy miłość trwa trzy lata? A co jest później? Jak dalej żyć? Tak bardzo tęsknię za człowiekiem, którym on był kiedyś. Bardzo tęsknię za tamtą sobą, za tamtą miłością, za tamtym czasem. Ale to wszystko odeszło, nigdy już nie wróci. Nie ma powrotu. Trzeba się było cieszyć wtedy, kiedy jeszcze było czym. Teraz jest tylko smutek, żal, samotność, wspomnienia i nadzieja. Nadzieja, sama nie wiem, na co.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u