Ciężko uwierzyć, że to już ponad 8 lat pisania bloga. Jeszcze ciężej, że po pewnym progresie teraz mam regres twórczy i myślę, że to jest już nie do naprawienia, nie do uratowania. I tak mi szkoda i przykro, jakbym straciła kogoś bliskiego. Trochę straciłam. Siebie. Pewną część siebie. Tę inteligentną, błyskotliwą, ironiczną, zabawną. Ale też tę nieszczęśliwą, samotną i nie mającą żadnej sensownej przyszłości przed sobą pomimo tej całej inteligencji i talentu. A teraz nie piszę, bo już nie umiem. Trochę nie mam czasu. Trochę nie mam serca. Wciąż nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa, bo nie jestem. I wciąż raczę świat i siebie swoimi błyskotliwymi przemyśleniami mniej lub bardziej serio, ale nie utrwalam ich. Ulatują. Są nietrwałe. A dla mnie to tak, jakby ich nie było. Jakby nie istniały. Śmieszy mnie wydźwięk słowa dorosłam i wydoroślałam. Bardzo nie chcę się do tego przyznać, ale tak się właśnie chyba stało. Mój związek bardzo chory i szalony trochę się ustabilizował. Zamieszkałam z chłopakiem. Znudziły mi się problemy z jedzeniem. Przestała pociągać patologia, alkohol, ćpanie i inne takie. Wręcz zaczęło mnie to odrzucać i brzydzić. I przerażać. Boję się tej puszki piwa, tego dziwnego zawiniątka w pudełku po zapałkach i ludzi, którzy mogą być łącznikiem z tamtą mną sprzed kilku lat. To nie ich wina, że budzą moją niechęć i agresję. Że zwyczajnie nie chcę ich w swoim życiu. Bo nie chcę. Bo się boję. Boję się, że zniszczą to wszystko, co się samo ułożyło. Pracuję w dużym portalu internetowym. Skończyłam studia, prawie. Lada dzień dokończę pisać pracę magisterską. Wszystko układa się dobrze. Nie to, że nudno. Mam o czym pisać. Miałabym. Ale za bardzo jestem zajęta życiem, by je jeszcze opisywać. I trochę mi szkoda. Bo nie będę pamiętać. A bardzo chciałabym pamiętać ten czas, bo to jest dobry czas. Najlepszy w moim życiu jak do tej pory. I trochę mnie niepokoi, że z taką tęsknotą nieraz czytam swoje stare wpisy, jakbym chciała wrócić do tamtego życia. A przecież nie chcę!

Never


skomentuj || strona główna.


- Wydaje mi się, że ja mam przyjaciół tylko wtedy jak czegoś potrzebują...
- Dlatego ja nie mam przyjaciół w ogóle.

Może to smutny, ale uczciwy układ.
Nie pamiętam, kiedy komukolwiek pomogłam bezinteresownie lub w ogóle. Nie pamiętam, kiedy komukolwiek pożyczyłam jakieś pieniądze. Nie pamiętam, kiedy coś dla kogoś zrobiłam za darmo.

Oczywiście, że pamiętam. Doskonale pamiętam i doskonale żałuję, bo to był błąd. Teraz jestem egoistką. Nieużytkiem. Bez serca. I wcale nie jest mi z tym źle. Oczywiście żal mi bezdomnych, narkomanów, bezrobotnych, alkoholików, dzieciatych, dłużników, chorych itd. Ale to nie jest moja wina, nie jest mój problem ani moja odpowiedzialność. I nie czuję się w obowiązku pomagać komukolwiek tylko dlatego, że mogę. Nie czuję się w obowiązku rozdać majątku biednym i potrzebującym. Nie czuję się też winna tego, że mam lepiej. Że mam gdzie mieszkać, co jeść, że jestem zdrowa, że mam rodzinę. Przykro mi, jak ktoś nie ma, ale to naprawdę nie moja wina.


Nie mam przyjaciół - możesz to zacytować.

Never


skomentuj || strona główna.


Nie męczy mnie wstawanie o wpół do piątej. Nie męczy mnie prawie godzina dojazdu do pracy i ponad godzina powrotu. Samo osiem godzin w pracy też mnie nie męczy. Lubię chodzić do pracy. Lubię wracać z pracy. I to osiem godzin pomiędzy też lubię. Nie męczy mnie codzienne zamiatania i wycieranie, bardziej fascynuje, czemu tu się tak potwornie kurzy i brudzi. Muszę poszukać w internecie jakichś sprytnych sposobów, żeby w mieszkaniu się tak bardzo nie kurzyło. Oczywiście odpada wywalenie wszystkich bibelotów i zaprzestanie wieszania ubrań na otwartych drzwiczkach szaf. Przykro mi - nie mieszczę się. Ale nie mieszczenie się również nie jest tym, co mnie męczy. Nawet polowanie na miejsce siedząca, od okna i na podwyższeniu w środkach komunikcji miejskiej jest do przeżycia. A jestem wyjątkowo zawziętą odmianą hieny autobusowej/tramwajowej. Wczoraj zdarzyło mi się przyjść na pierwszy przystanek, żeby zająć stosowne miejsce. Niestety tłum ludzi był już wcześniej i pozajmował wszystkie miejsca przy oknie na podwyższeniu, więc zrezygnowałam z tego środka lokomocji obrzucając jego pasażerów potępiającym i złowrogim spojrzeniem. Ludzie mnie męczą trochę. Nie wiem, czemu tak naprawdę jak ich tak strasznie nie cierpię. Nie cierpię np. chodzących ludzi. Jak chodzą szybko, kiedy mi się nie spieszy i potrącają mnie albo sapią ze zniecierpliwieniem, jeżeli nie potrafią mnie wyminąć. Irytują mnie również ludzie, którzy chodzą wolno, kiedy ja się spieszę i blokują mi drogę oraz generują opóźnienia. Najgorsi są jednak ci, którzy chodzą w tym samym tempie co ja i ani ich wyminąć, ani zostawić w tyle, bo lezą tuż przy mnie i ani pierdnąć ani nic. Chodzący ludzie potrafią wyprowadzić mnie z równowagi. Lista irytujących mnie rzeczy ma niemalże nieskończoną ilość pozycji i w każdej sekundzie ich przybywa. Ale tak naprawdę co innego najbardziej daje mi się we znaki. Strach. Jestem zmęczona baniem się. Zmęczona strachem, który towarzyszy mi nawet we śnie. A boję się wszystkiego począwszy od odebrania telefonu, a skończywszy na wojnie. Boję się również przeszłości jakkolwiek niedorzecznie to brzmi. Przeszłość wraca by skręcić ci kark. Boję się powtórki z rozrywki. Boję się powodów, dla których coś się stało. Boję się życia jak ognia. I cały czas towarzyszy mi wrażenie, że to co już było, bardziej jest życiem, niż to co jest. Że każde zdarzenie wymaga zatwierdzenia przez moderatora i zaksięgowania, żeby w ogóle się liczyło. Dlatego nie pamiętam tak wielu rzeczy. Bo nie zostały zaakceptowane przez moderatora (chcialam użyć zamiennie innego słowa, żeby uniknąć powtórzeń, ale słownik synonimów zasugerował mi słowa: roztwór buforowy, spowalniacz i tłumik). Bradzo jestem zmęczona baniem się powtórki z rozrywki i wymyślaniem nowych, jeszcze gorszych scenariuszy wraz z najgorszymi powodami. I chociaż bardzo staram się nie myśleć, nie zawsze wychodzi.

Never


skomentuj || strona główna.


W sprzedaży pojawiły się patelnie z systemem antyprzypaleniowym – Kiedy twoje jedzenie zaczyna się przypalać – patelnia automatycznie odłącza ci Internet.

Never


skomentuj || strona główna.


Nie mogę przestać o tym myśleć. Żeby umrzeć pod prysznicem. Żeby nawpierdalać się baclofenu, popić śliwowicą 70% i iść pod prysznic. Żeby świat wirował a ciepła woda lała się po moim ciele. Żeby usiąść, wziąć nóż lub żyletkę i zacząć się ciąć. Żeby woda mieszała się z krwią. I żeby mnie tam w takim stanie znaleźli. I żeby wiedzieli, że to przez nich. I żeby zrozumieli. I żebym umarła. I żeby wiedzieli, że to przez nich. Nie chcę zemsty. Chcę zrozumienia i współczucia. Żeby zrozumieli, co mi zrobili i też poczuli ten ból. Wtedy moja dusza zazna spokoju. Amen.



Never


skomentuj || strona główna.


Ładowanie telefonu za pomocą kabelka USB trwa sto lat. Niestety. Bo kabelek USB do telefonu zajmuje mniej miejsca w torebce. I łatwiej mi nie nadepnąć na telefon, kiedy leży na biurku przypięty do komputera, niż miałby być gdzie indziej. I łatwiej też wówczas jest mi tego telefonu pilnować, bo skoro serek wiejski mi ktoś ukradł z lodówki, to telefon też może. Niekoniecznie z lodówki. W lodówce trzymam baterie i kosmetyki. I pilota do telewizora czasem. Ładowanie telefonu przez USB jest wygodniejsze, ale niestety trwa lata świetlne. I osiem godzin to mało.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u