Moje życie ma smak taniego ketchupu i ekskluzywnej herbaty. Tani ketchup jest smaczniejszy, gdyż nie zawiera w swym składzie pomidorów. Herbata jest karmelowa z nutą pomarańczy. Bezkaloryczna mam nadzieję.

Nikt nie powiedział, że osiągnięcie celu kończy pracę. Marzenie o osiągnięciu jakiegoś końca, stanu doskonałego jest narkomańskim marzeniem. Bo trzeźwe życie nie polega na osiąganiu doskonałości, ale na nieustannym doskonaleniu się.


Boję się, bo nie wiem, czego ci wszyscy ludzie ode mnie oczekują. Znaczy wiem, ale połowicznie. Oczekują, że się domyślę i będę wiedzieć. Bo to przecież takie proste i oczywiste. Gówno prawda. Nic nie jest proste i oczywiste. Jestem zbyt tępa na subtelne aluzje i nigdy ich nie zrozumiem. A nawet jeśli, to nie dam wiary swoim przeczuciom. Nie przyjmę do siebie niczego, co nie zostanie mi wprost powiedziane. Jak się czegoś chce lub nie chce to się mówi oczekuję tego a to mi się nie podoba. Przecież nie czytam w cudzych myślach. Na szczęście. Wolę nie wiedzieć, co inni o mnie myślą. Chociaż gorzej byłoby dowiedzieć się, że nie myślą o mnie w ogóle.

Witaj roku akademicki. 4 postanowienia. Nie objadać się. Nie upijać się. Uczęszczać na wykłady. Przynajmniej połowicznie przygotowywać się na ćwiczenia. Wiem, że i tak mnie lubicie, ale ja też chciałabym polubić siebie.

Straszne korki były na Alejach. Dzwoni do mnie koleżanka i się pyta, gdzie jestem. To jej mówię, że jadę, tylko cały czas stoję. Ja cierpliwa jestem. Ale kiedy zegar wskazał, że do rozpoczęcia zajęć zostało mi jakieś 20 minut, a nie jestem nawet w połowie drogi i nic nie zapowiada, żeby tempo przemieszczania miało się zwiększyć, to się lekko zdenerwowałam. Tak naprawdę to niemalże wpadłam w szał, a przynajmniej w panikę. Ale u mnie panika równa się agresja. Wiec stałam wściekła na cały świat w tym autobusie, który także stał, nie licząc tych żałosnych prób przesunięcia się o pół metra do przodu. I przejechała karetka na sygnale. I wtedy strasznie głupio mi się zrobiło, że być może ktoś jest ranny, umiera, walczy o życie, a ja panikuję i prawie się popłakałam z tak błahego powodu, jak kilka minut spóźnienia. Momentalnie się uspokoiłam. Ale tylko na chwilę, bowiem dotarło do mnie, że uspakaja mnie cudze nieszczęście. Zapewne doszłabym do mnóstwa innych równie straszliwych wniosków, czasu spokojnie by mi na to starczyło. Ale chciałam zachować resztki dobrej kondycji psychicznej, zanim nie dotrę na uczelnię, więc wyciągnęłam komórkę i zaczęłam się bawić mając kompletnie w dupie, że ja sobie gram w głupią gierkę podczas gdy ludzie ulegają wypadkom a na świecie są wojny.

I nawet się nie spóźniłam. Tylko po 15 minutach zajęć zaczęły mnie boleć oczy i głowa. A tak w ogóle to jeszcze dobrze nie zdążyliśmy rozpocząć tego roku akademickiego, a tu już jakaś afera.

No więc w jaki sposób zarządzają państwo swoimi informacjami i wiedzą?
Kiedyś miałam kalendarzyk, w którym zapisywałam sobie daty wszystkich spotkań, spektakli teatralnych, miesiączek. Teraz nikt nie zaprasza mnie na spotkania, w teatrze nic ciekawego nie grają i okresu też już nie mam – odpowiem zapewne za kilkadziesiąt lat, jako smutna ale nie sfrustrowana staruszka.
A na dzień dzisiejszy wrzucam wszystko do jednego worka, a worek ten chowam do szafy lub wywalam do śmietnika. Teoria ok, ale w praktyce nikt mnie nie zmusi do uporządkowania życia ani nawet zawartości komputera czy szafy. Btw. niedawno pojawił mi się komunikat, że dysk jest krytycznie zaśmiecony czy zaniedbany, w każdym razie coś negatywnego i na zet.

Never


skomentuj || strona główna.


Nienawidzę tej cholernej krakowskiej nawierzchni. Obcasy mi wpadają w dziury, a czubkiem buta zahaczam o wystające nierówności. Nie przepadam też za ludźmi jeżdżącymi rowerami po chodnikach. I za wszystkimi innymi ludźmi, którzy zamiast mnie wyprzedzić (bo zostać w tyle to chyba niemożliwe, musieliby poruszać się z prędkością wsteczną) idą tuż za mną, tak że słyszę ich kroki, oddech i zniecierpliwione wzdychanie.

Już od samego początku dowiaduję się coraz ciekawszych rzeczy, podanych w formie dowcipno-gastronomicznej. Czyli tak jak lubię.

Pracę w informacji naukowej można porównać do pracy w gastronomii. A informację do kurczaka. Zanim zostanie podana, musi być odpowiednio oczyszczona i przygotowana. Oczywiście wszystkiego się trzeba uczyć od podstaw. Teraz muzycznie. Na początku będziemy rzępolić tę informację, ale z czasem zaczniemy grać piękne sonaty i symfonie. Żyjemy w ciekawych czasach i czekają nas ciekawe zajęcia. Wszystko się zmienia, ewoluuje. Dekonstrukcja nie oznacza destrukcji. Ale też jej nie wyklucza.

Jest jeden przypadek, kiedy kopia i oryginał się różnią. Może jest więcej takich przypadków, ale ja znam tylko ten jeden. A ściślej rzecz biorąc właśnie poznałam jakieś 2 dni temu. Jeżeli wysyłamy panu Iksińskiemu podziękowania za dary książkowe, to wysyłamy oryginał. Natomiast kopia zostaje jako dokument. I na tej kopii robimy sobie wycenę tych darów. Iksiński jej nie może dostać. I nie chodzi tu o żadne poufne dane. Raczej o to, że zapewne obraziłby się widząc jak (nisko) wyceniliśmy jego książki. I już nigdy nic by nie dał. A darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Ale my musimy. Takie formalności. Więc inne przysłowie. Od przybytku głowa nie boli.

Wczoraj byłam z tą mądrzejszą, (dużo) mniejszą, bo w postaci 4 osób, połową roku na Rynku. I przy jednym, pierwszym i ostatnim piwie dyskutowaliśmy na temat literatury oraz różnic kulturalnych pomiędzy światem arabskim a naszym. Jarkowi śnili się Putin i Miedwiediew w samych majtkach. Przez cały sen pamiętał, żeby zrobić sobie z nimi zdjęcie, ale w końcu zapomniał. I opowiadał, o swoje diecie. Że lepiej się czuje, jak mniej je. I wymienia nam co zjadł. 2 gruszki, bułkę, banana, jogurt. Gośka z niedowierzaniem się pyta czy tylko tyle i czy chce zemdleć tu na Rynku i zostać uznany za pijaka, ćpuna i menela. Jarek więc mówi. Tak tylko tyle. No i jeszcze hamburgera w mc Donaldzie, i frytki i 2 cole, bo zapomniałem, że coli nie piję. I w tym momencie cała nasza czwórka, czyli te 3 mądre osoby oprócz Jarka plus ja, wybucha gromkim, pijackim śmiechem, chociaż wszyscy jesteśmy dopiero w połowie pierwszego i ostatniego piwa. I będę podkreślać to pierwsze i ostatnie (tego dnia rzecz jasna), żeby jeszcze bardziej dumną być z powodu dotrzymywania moich postanowień.

A skoro już przy postanowieniach jestem, to owszem zjadłam śledzia w śmietanie. I trochę więcej sera żółtego. Ale to zdrowe rzeczy. Wapń, białko, niezbędne (nasycone oraz nienasycone) kwasy tłuszczowe, witamina D. Od sera jestem uzależniona, a na punkcie śledzi mam obsesję.

Często mam wrażenie, że walka jaką prowadzę nie jest skazana na porażkę, tylko w ogóle jest porażką od samego początku.

Never


skomentuj || strona główna.


Kobieta, która ma mnie uczyć zarządzania informacją i organizacji jest jeszcze bardziej roztrzepana i nie wiedząca z czego żyje niż ja. Trochę to śmieszne. A trochę pocieszające, bo skoro ona dała radę, znaczy że ja też mogę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że z powodu mojej niezdarności i bałaganiarstwa wcale nie będę przez nią ulgowo traktowana. Obawiam się że wręcz przeciwnie. Nienawidzimy przecież w ludziach naszych własnych wad. Ale nie o to chodzi.

A w ogóle zastanawiam się, kiedy zamiast po imieniu zaczną za mną wołać przerażona. Bo jestem przerażona. Absolutnie wszystkim. Pracą licencjacką, której perspektywa zbliża się wielkimi krokami. Nowoczesną biblioteką i tą całą technologią. Tradycyjna biblioteka zresztą też mnie niepokoi. Nawet na wpół popsuta spłuczka w kiblu. Kiedyś umiałam je naprawiać. Ale to było 5 lat temu. Wtedy inne spłuczki były.

Czekam tylko aż ludzie zaczną do kibla zamiast z gazetą, to z laptopem chodzić. I w ogóle przestaną się do siebie odzywać tylko będą przekazywać sobie plastikowe karty z zakodowanymi informacjami. Kodować i odkodowywać te informacje będą maszyny. A człowiek nawet nie będzie musiał wiedzieć, co robi. Nie będzie musiał nic robić. Maszyna zrobi za niego. Kiedyś myślałam, że Jetsonowie to bajka. Teraz wiem, że to horror. Nowe domofony nam założyli. Takie zelektronizowane, że się kod wpisuje i otwierają się drzwi. Albo i nie otwierają. Ale nie w tym rzecz. Ja tylko czekam, aż prądu zabraknie. Gubię się w tym świecie pełnym kabelków, impulsów, fal, promieni. Ja nawet działania takiego telewizora, co istnieje już ponad 70 lat, nie ogarniam. Anna Flinston, miło mi. A na obiad zjem sobie omlet z jaja mastodonta. Znaczy Flinstonowie jedli. Nie wiem jakim cudem skoro mastodonty to chyba ssaki były. Nieważne. I tak łatwiej jest mi uwierzyć w mastodonta znoszącego jaja, niż w skuteczność i bezpieczeństwo płacenia kartą.

Oprócz lęku przed zamykaniem drzwi i szaf we własnym pokoju cierpię również na lęk przed nowoczesną techniką. Nie mam nic przeciwko blogom, smsom i Krakowskiej Karcie Miejskiej, ale jednak za dużo tych nowoczesnych udogodnień jak dla mnie. Kiedy tylko pojawi się taka możliwość zamieszkam na wsi i będę pracować w bibliotece, gdzie komputer owszem jest i doniczka z kwiatkiem ładnie na nim stoi. I gdzie pisze się piórem na papierze, a nie stuka w te białe z czarnym tym. Teraz nawet już te białe z czarnym tym robi się na przykład w kolorze granatowym z białym tym. A jeszcze wracając do zarządzania informacją, ściągnęłam tyle różnorakich programów mających mi pomóc w organizacji czasu, że zabrakło mi już miejsca na dysku na jakiekolwiek dane, które te programy miałyby mi pomóc uporządkować. Ale i tak jest bardzo informacyjnie. Pojęcie patologii informacyjnej jeszcze jakoś przejdzie, ale bulimia informacyjna naprawdę zwaliła mnie z nóg. Bo informacyjnie bezdomna i samotna to ja byłam od zawsze. Tylko nie wiedziałam, że tak to się nazywa.


Never


skomentuj || strona główna.


O czym myślisz, jak zasypiasz? Nie mów tylko, że o zasypianiu. A może jesteś już wówczas zbyt zmęczony by myśleć o czymkolwiek?

Daruj sobie. Daruj sobie przekonywanie mnie, że jedyne na czym ci w życiu zależy to pieniądze, seks i święty spokój. Choćbyś nie wiem, jak starał się mi to udowodnić i tak nie uwierzę.

Czasami mam wrażenie, że jesteś typem człowieka, wykorzystującego swoją inteligencję przeciwko sobie. Tak jak inne wybitne osobowości, które ugrzęzły w sidłach kiepskich idei, bo tak dobrze potrafią ich bronić.

Cholernie żałuję, że nie znałam cię jakieś 8 lat temu.

Mogłabym Ci to powiedzieć teraz, zaraz, prosto w oczy. Ale tego nie zrobię, bo wiem jaka byłaby Twoja reakcja. Żadna.



I wciąż to samo. Każdego wieczora i każdego ranka, dwa cztery na dobę ta pieprzona wyliczanka. Wciąż te same nuty. Te same słowa. Książki. Ten sam smak sera. Kazeina. Podobno jest jakiś związek pomiędzy nią, a wspomnieniami z dzieciństwa o matce.


Gówno nas wypełnia od środka. Kto wszystko może, ten ma wszystko w dupie.

Never


skomentuj || strona główna.


Pokolenie smsów, które potrafi wysyłać tylko krótkie komunikaty. Udowodnij, że jesteś człowiekiem, a nie maszyną. Język paranaturalny (a nie paranormalny?). I jedno bardzo fajne słowo-wytrych: zarys problemu. Nie każdy użytkownik wie, że czegoś nie wie. I popisuje się elokwencją dukając powoli zdania, ażeby nie pogubić się w natłoku słów, których nie rozumie.


Jest w porządku. Zawsze spoko mówiąc po naszemu. Od trzech tygodni nie robię niczego niewłaściwego czy niestosownego z jedzeniem ani alkoholem. Ćwiczenia na studiach na razie szczęśliwym (?) trafem przepadają, ale myślę o nich cały czas. Naprawdę. Na wykłady uczęszczam. Jeszcze bardziej naprawdę. Zarówno na te bladym świtem, w samym środku dnia, jak i późnym wieczorem.

Fajne są wykłady. O wicepierdole. I o feng shui, że czasami wystarczy przestawić biurko. I o tym, jak się rura w toalecie zapchała. I pijany hydraulik przyszedł ją naprawiać. I rozwalił tę rurę. Maczetą (?). I zalało bibliotekę, tak że do tej pory większość dokumentów śmierdzi kupą. Na szczęście nie zapamiętałam, w której to bibliotece było. No ale skoro przyjaciółka mojej matki może pracować w bibliotece, gdzie na ścianie grzyb rośnie, a na wiosnę zalewa ich woda do kostek, to nie ma się co szokować. Przez grzeczność nie przypomnę w której to bibliotece. Raz kiedyś napisałam i starczy.

Generalnie korzystanie z czytelni jest niehigieniczne. Ani zjeść, ani się napić, ani kości rozprostować. Po 4 godzinach mózg się przegrzewa i przestaje działać. A u większości znacznie wcześniej. Ale krzesła mają jedną zaletę. Nie zaśnie się na nich. Bo się nie da. I oświetlenie burczy, warczy, dobrze, że nie szczeka. Jest jeszcze kwestia tego, że w bardzo nowoczesnych lub bardzo starych pomieszczeniach przynajmniej dwa razy dziennie trzeba porządnie wywietrzyć, żeby sala nie powodowała śpiączki.

Takie życie. Że bibliotekarze mają bardziej zanieczyszczone płuca od nałogowych palaczy. I że się Biblioteka Narodowa wynarodowiła z bibliotekarstwa występując z NUKATu.

Prowadzę sobie dziennik obserwacji zachowań informacyjnych związanych z pozyskiwaniem informacji ze źródeł elektronicznych. Bardzo ciekawe zajęcie umożliwiające samopoznanie. Wnioski są jakie są. Że mnóstwo czasu marnuję na zdobywanie informacji, które nie dość że nie są mi do niczego potrzebne, to jeszcze właściwie kompletnie mnie nie interesują. Z przyzwyczajenia wchodzę na pudelka. A na rozkład jazdy autobusów to z naiwności. Ostatnio zdążyłam na ten wcześniejszy spóźniony. Tak, wiem, korki na drodze, wypadki itp. Ale ja wsiadam na samym początku trasy, dwa przystanki od pętli.

Prezentacja na temat efektywnego zarządzania plikami w komputerze osobistym na własnym przykładzie idzie mi świetnie. Porządek sobie robię w fotoszopie. Cały pulpit przefotoszopiony prezentuje się nadzwyczaj schludnie, wręcz pedantycznie bym rzekła. Foldery i podfoldery to też potworzone chwilowo tylko na potrzeby tego zadania. A na co dzień to się normalnie zawala pulpit ikonkami, tak że się już nie mieszczą, zapisuje wszystko byle gdzie, a jak coś potrzeba to menu start i wyszukaj. I po problemie.

Never


skomentuj || strona główna.


Piłam u Tomka herbatkę truskawkowo-waniliową. Bez cukru rzecz jasna. On teraz jak posprzątał, to ma zajebiście w tym mieszkaniu. I przyprawy ma ładnie poukładane na półeczce w słoiczkach. I dużo gałki muszkatołowej ma. Później poszliśmy do Tesco, kupić rogaliki. Jak zobaczyliśmy Marcina, to Tomek skręcił w dział z suszarkami. A później już Marcin mi zginął, a tak bardzo chciałam powiedzieć mu siema i słodko się uśmiechnąć. Kupiliśmy jeszcze czteropak piwa, nie zwróciłam uwagi jakiego. I poszliśmy nad rzekę. Powiedział, że jestem jedną z trzech osób, którym naprawdę ufa. Bardzo mocno gryzłam się w język, żeby nie spytać, czy swojej dziewczynie nie ufa. A na przystanku, na 6 minut przed przyjazdem mojego autobusu powiedziałam mu. Specjalnie tyle wyczekałam, żeby powiedzieć i zaraz się władować do autobusu i dowidzenia. Tomek pyta, czy da się coś z tym zrobić. No to mu mówię, że teoretycznie tak, ale w praktyce ni chuja, bo jak się komuś we łbie popierdoli to już koniec. I zaraz nadjechał autobus. Wsiadłam, przykryłam twarz włosami i przez pół drogi ryczałam. A przez drugie pół już nie, bo cholernie mi się sikać zachciało. I wysiadłabym, gdyby to nie był ostatni dzienny. A nocne dopiero za półtorej godziny zaczynały jeździć. Jak na złość pięć razy próbowałam ten cholerny kod domofonowy wprowadzić zanim mi drzwi otworzyło. Ale do kibelka zdążyłam. A później znowu zaczęłam płakać. I tak ryczałam przez pół nocy. Bo przez drugie pół śniło mi się, że Marcin próbował mnie zgwałcić, a Tomek chciał go walnąć w głowę krzesłem, ale tego nie zrobił, bo powiedziałam, żeby dał spokój, bo nic się przecież nie stało i nie ma problemu, i zawsze spoko. I był Tomek wkurzony w tym śnie strasznie.

Never


skomentuj || strona główna.


- Woda z łazienki nie idzie do szamba.
- A gdzie niby?
- Nigdzie. Wylewa się przed dom.
- No i dlatego takie tam jest błoto.


Na imprezie było fajnie. Tylko woda się rano zepsuła. Dopiero jak około 17 Krzysiek wstał i nacisnął jakiś guzik wszystko wróciło do normy. I tak wcześniej nikt by nie poszedł się kąpać. Łukasz to na przykład do godziny 16 w ogóle nie wstał z łóżka, nawet na siusiu. A powinien po tych trzech porannych, a właściwie popołudniowych piwach. Ale odleżyn się nie doczekał. Może następnym razem. A w ogóle to fajny chłopak był. W pierwszej chwili taki trochę przystojniaczek-cwaniaczek się zdawał. Później okazało się, że to raczej typ prawilny ziomek. Podobał mi się. Mniej więcej tak, jak wiersze Baczyńskiego. A z wierszami Baczyńskiego wcale nie mam ochoty iść do łóżka. Znaczy chodzę, ale nie uprawiam z nimi seksu. A jeżeli już całuję to z zamkniętymi ustami i bez wystawiania jęzora.

Ty Aniu to tak kompletnie na nic nie zwracasz uwagi? Nie zauważyłam, że chciałaś mi wylać sok na głowę. Zresztą kwasy owocowe dobrze robią na włosy. Na przykład jest taki szampon Fructis. I wiesz, jak zajebiście do tego pachnie? Tylko jest droższy od soku pomarańczowego. A ja i tak miałam zaraz iść się kąpać, więc luz wylewaj. Ale masz rację. Mało rzeczy mnie rusza. Czyli jedzie ciężarówka, a ty: e tam, spoko. No, dokładnie. Jak mnie rozjedzie, to już nie będzie mój problem. Miazga.

Jest taki alkoholowy paradoks. Że chcemy wypić jak najwięcej, jednocześnie pozostając jak najbardziej trzeźwym. Owszem, ja też chciałabym zjeść jak najwięcej czekolady i pozostać przy tym tak chuda, jak to tylko możliwe. Z tym, że ja tej czekolady nie zamierzam mieszać z tajgerkiem, sprajtem, ani nawet sokiem limonkowym.

Never


skomentuj || strona główna.


Aokigahara - las śmierci. Diabeł rąbnął w ziemię i powstała wielka depresja. I mieszkamy w tym trzecim kręgu. Szpital psychiatryczny to cmentarz dusz. Streszczanie to nie jest powtarzanie co trzeciego zdania. Mickiewicz czyta Miłosza. Słońce tak pięknie odbijało się w jej tęczówce. Wilgotnej od łez. Królewna z drewna. Ostatnia lalka. Zabaweczka prostująca wszystkim druty. Siekiera w rękawie. Chcesz cierpieć? Ja ci tego nie zabronię. Ale powiedz za co? Za nieszczęśliwy wypadek? Za to że raz w swoim gównianym życiu chciałeś się zabawić? Śrubokręt w brzuch i oko. Jak w Dniepropietrowsku.

Morderca odróżnia dobro od zła i wybiera zło. Będzie zabijał dotąd, aż zostanie schwytany lub zginie. Skoro nie był w stanie zapanować nad chaosem ogarniającym jego umysł, mógł zrekompensować to sobie panując nad otoczeniem.



- Najpierw uczysz się przyjmować ciosy. Potem ich unikać.
- A potem bić?
- A potem będzie potem. W każdym razie założenie jest takie, że zanim zaczniesz cokolwiek robić masz znieść dwa ciosy nie podejmując walki.
- Dlaczego? Przecież sztuka walki jest po to, żeby się bronić.
- Po to, żeby uniemożliwić przeciwnikowi skrzywdzenie cię. Możesz pobić przeciwnika. Możesz unikać jego ciosów. Ale w pełni bezpieczny będziesz dopiero, gdy nawet jego ciosy, kiedy cię dosięgną, nie wyrządzą ci szkody.

(Tomasz Piątek - Pałac Ostrogskich).

Pamiętaj, prawdziwe skurwysyny wywodzą się z piwnicy.




Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u