Tak ładnie zaplanowałam sobie spędzić ten ostatni i/lub pierwszy dzień roku. Udać się do dużego pokoju na Sylwestra z Dwójką, napić bezalkoholowego szampana i iść spać. Powinnam się już przyzwyczaić, że moje plany zawsze szlag trafia. Fajnie było*. Miało być dwadzieścia osób, przyszło czterdzieści, www – weź własną wódkę, a osoba, która rzucała petardami w mój samochód ma przejebane. Zginął telefon i dwie flaszki, jak widać nawet wśród ziomków (szczegół, że poznanych kilka godzin temu) szerzy się złodziejstwo. Segment prawie runął na ziemię, ze dwa razy wychodzili, żeby wpierdolić kibicom Wisły, potem krew na kurtce i te sprawy. Mamusiu zabierz mnie stąd, w życiu nie słyszałam tylu głupot z ust jednego człowieka. Powiedział, że mnie kocha, że zrobi dla mnie wszystko, że jestem najlepszą laską na osiedlu (a w Krakowie to już nie?) i że jakby chciał mógłby mnie już dziesięć razy przelecieć. Usłyszałam też, że ludzie z Oświecenia to wcale nie takie skurwysyny jak wszyscy myślą. Jasne. Tyle, że tamci przynajmniej niczego nie obiecywali i nie byli naćpani. Jestem pewna, że dzisiaj już nie pamięta, co mówił, a nawet, jeśli ma się to nijak do jego prawdziwych uczuć, o ile takowe istnieją w ogóle. Pożyjemy zobaczymy. Gdyby tobie przez pięć godzin ktoś wciskał taki kit też byś uwierzyła.

- Gdzie idziesz na Sylwestra?
- Do Magdy.
- Do tej Magdy, co ma na imię Tomek i mieszka za Krakowem?
- Tak, do tej Magdy.

Postanowień noworocznych nie ma. Nie było czasu, okazji, zapału, niczego. Równie dobrze mogą być postanowienia wiosenne, czy końcowo marcowe. Albo może ich nie być w ogóle. Chciałabym wreszcie znaleźć siebie. To tyle właściwie, bo ostatnio coraz bardziej się gubię. Podsumowywać nie ma co. Był rok, skończył się, idzie nowy. Bywało dobrze, bywało źle. Jak w życiu. Życie tematów gama, do wyboru, do koloru, raz komedia, a raz dramat.

Never


skomentuj || strona główna.


Gdyby imię odzwierciedlało człowieka, to powinnam się nazywać Komplikacja albo Wypadek, z akcentem na: plątam wszystko, gubię się we własnym domu (prawie trzy pokoje, norma krajowa), a prostą drogę tak zakręcam, że nie widać, co jest dwa metry dalej. Nie wiem, czego chcę, bo to jest na tej zasadzie, że trochę chcę, trochę się boję, a trochę mam to głęboko w dupie. Nie mogę być sobą, bo nie wiem, kim jestem. Zresztą każdy z nas zakłada maski, tylko jedne są bardziej subtelne, a inne mniej. Coraz bardziej kusi mnie, żeby upić się do nieprzytomności i sprawdzić, co się później stanie. Właściwe ja też mogłabym wszystkim obiecywać złote góry. Moja naiwność mnie przeraża, ale czemu się dziwić, umarłam jak miała trzy lata i już zawsze będę się zachowywać jak małe dziecko. Chłopak z ogniska* (tak, to już jest nazwa własna i zastrzeżona tylko dla niego) dalej mi się podoba, ale teraz przypada mu tylko jedna trzecia moich zachwytów i wzdychania. Najbardziej boję się, że powiem, napiszę, pomyślę lub, o zgrozo zrobię za dużo. Wiadomo, co za dużo, to niezdrowo. Wbrew pozorom, ja naprawdę nigdy nie miałam skłonności do przesady. Zawsze mam głowę, tam gdzie trzeba, a nie na ziemi lub w kiblu. Nie jestem spontaniczna, czasami żałuję, tak jak teraz.

Never


skomentuj || strona główna.


Obudziłam się z siniakiem na małym palcu i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, skąd on się tam wziął. Czasami czuję się, jak maksymalny frajer, a na dodatek wszyscy moi znajomi utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Nie ze złośliwości, raczej z niewiedzy. Siedzę sobie na łóżku, patrzę w sufit i czekam na gwiazdkę z nieba. Gwiazdkę, która będzie wyjątkiem od wszystkich zasad tego świata. Muszę się nauczyć trzymać wyobraźnię na wodzy. Przecież nie jestem jasnowidzem i fakt, że o czymś pomyślę nie znaczy, że to się kiedykolwiek stanie. Czasami zastanawiam się, czy ja przypadkiem nie mam na czole tabliczki z napisem lalka z sex shopu albo panienka na kilka godzin. Codziennie następuje koniec świata. Nauczycielka matematyki, a raczej jej fryzura, chyba przeżyła bliskie spotkanie z petardą. Przynajmniej tak wygląda. Nagle wszyscy chcą być fajni. Upijać się do nieprzytomności, mieć znajomych w więzieniu, rzucać mięsem na prawo i lewo... Przeprowadzam się na Hutnicze. Wstydzę się, że lecę na większość facetów, jak mucha do gówna. Nie lubię piwa, wolę wódkę, ale i tak najbardziej lubię sok marakujowo cytrynowo pomarańczowo jabłkowy. Nigdy nie spodziewałam się, że moje życie może tak wyglądać. Nikt się nie spodziewał. Podobno w ciągu jednej nocy całowałam się z co najmniej dwoma chłopakami i wszystkim szczęki opadły do samej ziemi, a zęby potoczyły się pod łóżko, bo ja przecież taka porządna i dobra dziewczyna jestem. Zresztą to nie tak, jak wszyscy myślą. Z nikim się nie całowałam. Zresztą wytrzeźwiałam i już nieważne. Codziennie rano szukam sobie w googlach, na jaką przypadłość mogłabym zachorować, rzucam się z balkonu pięć razy dziennie, umieram trzy razy w tygodniu, stanowczo za dużo myślę i to mi szkodzi. Żyję złudzeniami. Cześć, jestem Anka, a moje życie to kolorowanka. Tylko dlaczego czarno-szara? Bzdury.

Nie żałuj, że coś się skończyło. Ciesz się, że mogłeś to przeżyć.

Never


skomentuj || strona główna.


Jakkolwiek frajersko to zabrzmi, znakomita większość ludzi mnie po prostu nie rozumie. Nie wiedzą, o co chodzi z koleżanką, która sprzedała wszystkie skakanki, nie zdają sobie sprawy, że tam wcale nie chodziło o czerwony nos, nie mają pojęcia, o co chodzi, kiedy mówię, że idę się powiesić na kablu od modemu. Kieszenie mam pełne tabletek, których nie jem. I dalej będę nosić nóż w kieszeni bez względu na to, co kto o tym myśli. Chcę mieć znany paznokieć. Tamci ludzie sprawiają wrażenie, jakby już byli po co najmniej jednej operacji. Odessania mózgu. Znowu się czuję, jak szczur w bigosie. Witamy w dzielnicy latających siekier. Kosmici z rudymi antenkami zbierają fiołki. Sobota plus łopata minus kilka liter (to taki rebus). Wszyscy (prawie) doszli do wniosku, że z założenia spuszcza się na dół, a nie do góry. Wcale nie trzeba wybierać pomiędzy życiem bez celu, a śmiercią dla idei. Równie dobrze można umrzeć bez celu albo żyć dla idei. Smutno mi. Tak po prostu. Ciemno, zimno, pusto. Nienawidzę siebie, bo wierzę w te wszystkie kłamstwa. Zawsze jest tak samo. A ja mimo wszystko mam nadzieję, że będzie inaczej. Chcę wierzyć, że może kiedyś… Tacy, jak ja nigdy nie są szczęśliwi. Tacy, jak ja nigdy się nie zmieniają. Cześć, jestem dziecko we mgle. Dzisiaj wszystko z akcentem na: co z tego?, nieważne i wali mnie. Rozumiesz? Idę na obrzydliwe pole (tak, na pole nie na dwór warszawskie ćwoki), pić obrzydliwe piwo. Potem obrzydliwie wrócę do obrzydliwego domu, zjem obrzydliwą kanapkę i obrzydliwie się zesram. Dziękuję za uwagę.

P.S. Mamy piątek trzynastego.


Never


skomentuj || strona główna.


Byłam i babci dziadka. Usiadłam gdzieś w kącie z miską krakersów, które popijałam nektarem gruszkowym. Wróciłam bogatsza o sto złotych. Nie będzie picia. Muszę kupić książki do angielskiego. Prędzej zbankrutuję zanim się nauczę tego języka. Wszyscy narzekają na zimę, ja też ponarzekam. Muszę przekopywać się przez zaspy, żeby dojść do szkoły, muszę przekopywać się przez zaspy, żeby iść do sklepu po chleb, muszę przekopywać się przez zaspy, żeby wyjść na własny balkon. Kochani nigdy nie całujcie się na mrozie. Chwila przyjemności, a potem godziny niesamowitej męki, jaką zafunduje wam skóra ust.


- W Krakowie słynny i legendarny jest już klub Dolce Vita, gdzie takie zadbane 40-stki wyrywają młodych chłopców.
- A ja słyszałem, że tam panowie chłopców wyrywają…


Never


skomentuj || strona główna.



Może rzeczywiście jestem ładniejsza, mądrzejsza, zgrabniejsza i bardziej utalentowana. I co z tego? Ładniejsza, mądrzejsza, zgrabniejsza i bardziej utalentowana nie znaczy lepsza. Szukam szczęścia na dnie. Chyba wiem, że go tam nie znajdę, ale dalej szukam. Nie do końca mi się podoba, że procenty podejmują decyzje za mnie, ale skoro na trzeźwo postąpiłabym tak samo, to chyba nie ma problemu. Może nie powinnam, ale wolna jestem jak ping pongi i mogę. Żywię się tic tacami. Nie lubię robić zakupów. Serce mi się ściska, jak widzę tych wszystkich ludzi. Tylko bardzo nieszczęśliwi ludzie uważają, że są szczęśliwi. Paradoks? Myślę po angielsku, ale z błędami gramatycznymi. Nie sznuruję butów. Coraz częściej czuję, że wszędzie jestem tylko do towarzystwa albo przy okazji, ewentualnie przez przypadek. Właśnie z tego powodu nigdy nie kasuję biletów w autobusach i tramwajach. Pomału ten świat robi się za mały. Trzeba będzie zacisnąć dłonie w pięści i walczyć, bo wszyscy się nie zmieścimy. A tak naprawdę ja wcale nie lubię piwa (poza Perłą, ale to raczej sentyment). Kojarzy mi się z pozerstwem, głupotą, analfabetyzmem, brutalami, idiotkami, brudem, śmietnikiem i obierkami z ziemniaków. Życie ogólnie rzecz biorąc jest smutne. Przynajmniej moje. No i dobrze. Nie żałuję żadnej wylanej łzy. Boję się, kim bym była teraz, gdyby wtedy było inaczej. Jak sobie pomyślę, że jest tylu utalentowanych ludzi, którzy na dodatek posiadają Photoshopa, to mi się żyć odechciewa. Nie patrz na cyferki. Dla mnie czas płynie inaczej. Nie noszę zegarka. Na kalendarzu wciąż data 21 listopada 2005. Sama nie wiem dlaczego. Nic takiego się wtedy nie wydarzyło. Horror szoł i mleko z żyletami. Pozdro nakręcany człowieku.

Never


skomentuj || strona główna.


Są chwile, kiedy wszystko jest tak kompletnie bezsensu, że jedyną słuszną decyzją jest wyskoczyć przez okno w imię czegoś. Nieważne czego, ważne, że w imię. Albo na znak protestu przeciwko czemukolwiek. Chodź, opowiem ci życiową bajeczkę lub wierszyk.

Never


skomentuj || strona główna.




||


archiwum || złote myśli
stat4u